W listopadzie mogliście przeczytać pierwszą część "Filmowych baddasów". Dzisiaj przedstawiam Wam część drugą. Znowu cztery odmienne spojrzenia: Galathara, Joka, morfina oraz moje, zostają skonfrontowane w jednym artykule. Dzisiaj jest mroczniej niż ostatnio, dziś królem jest Szatan, który jak zwykle nosi tysiąc masek, a oto kilka z nich...Pinhead - seria Hellraiser(Przemysław "Jok" Grzesiak)
+
Obok największych ikon filmów grozy, takich jak Dracula czy Freddie Kruger jest miejsce dla pewnej szczególnej postaci. Okrutnej i bezwzględnej. Nieustępliwej, której gniew jest nieunikniony jak ruch góry lodowej. Pinhead. Wysłannik piekieł. Przywódca Kenobitów. Kara za grzechy w ludzkim ciele.
Podobnie jak opisany w listopadzie Philip K. Decker i ta postać pochodzi z filmowego dzieła Cliva Barkera. Obraz ten nosi tytuł: „Hellraiser”. Jak dotąd powstało siedem filmów, które wykorzystują tę postać. Nie wszystkie są wyreżyserowane, przez Barkera. We wszystkich Pinhead jest jednak podobny. Po prostu na pierwszy rzut oka widać, że to naprawdę zły koleś.
Kim są Kenobici? To demony z najgłębszych piekielnych wymiarów i kręgów. Kiedyś byli ludźmi. Ale zgubiły ich własne grzechy. Świadczą o tym znamiona, które noszą. Jedni z nich mają porozcinane czaszki, innych twarze deformuje trawiący ich ból, a jeszcze inni pozbawieni są oczu. Wszyscy lubują się w zadawaniu cierpienia śmiertelnikom, którzy na własną zgubę ich zawezwali. A najgorszy z nich wszystkich jest właśnie Pinhead.
Ubrany w długi, skórzany płaszcz, trupioblady, z pasami zaczepionymi na płatach skóry wystających z rozdartej piersi. Ale to jego głowa przyciąga największą uwagę widza. Równo co do milimetra wbite olbrzymie gwoździe, wraz z siatką blizn tworzą razem okropną kompozycję wiecznych tortur. Ale demon ten ma kamienny wyraz twarzy. Jest poważny w tym co robi. Śmiertelnie poważny.
Nie tylko jego wygląd zdradza sadomasochistyczne zapędy. On jest czystym wcieleniem tej perwersji związanej z bólem. Uwielbia torturować swoje ofiary. Nie chodzi o to, że sprawia mu to przyjemność. Nie widać by go to bawiło, by się śmiał czy cieszył. To jego praca. Jest katem dla grzeszników. Wiodłeś złe życie: pożądasz władzy, zdradzałeś żonę, zatraciłeś własną duszę w pogoni za pieniądzem? Możesz być pewny, że Pinhead cię dopadnie.
Jego ulubionymi narzędziami są łańcuchy zakończone olbrzymimi hakami. To za ich pomocą rozrywa ciała swoich ofiar na miliony strzępów. Te obrazy kaźni są naprawdę mocne i potrafią oddziaływać na emocję widzów. A kamienna twarz Wysłannika Piekieł dalej jest niewzruszona. Nie zdradza absolutnie żadnej emocji. I to jest w nim właśnie najbardziej przerażające.
Azazel – Supernatural(Maciej "morfin" Przygórzewski)
+
Czego oczekujemy od prawdziwego, stuprocentowego badassa? Ma być zły, irytujący, złośliwy. Musi być inteligentny i wyrachowany. Swoimi czynami powinien sprawiać jak najwięcej problemów głównym bohaterom, będąc jednocześnie dość potężnym, aby zmierzenie się z nim było dla nich prawdziwym, czasem wręcz niemożliwym, wyzwaniem. Przede wszystkim jednak badass powinien być naturalnie wredny. Jeśli swoim zachowaniem podnosi ciśnienie u widzów, jeśli od samego początku obdarzamy go jak najgłębszą niechęcią, zaś w momencie jego upadku wołamy tryumfalnie „Ha – ha! A masz za swoje!”, wtedy z całą pewnością można powiedzieć, iż mamy do czynienia z naprawdę dobrze zrobionym badassem.
Jedną z filmowych postaci, spełniającą wszystkie wymienione kryteria, jest Azazel – najważniejszy czarny charakter pierwszych dwóch sezonów serialu Supernatural. Azazel, zwany również „Żółtookim demonem”, stał się powodem i nadrzędnym celem krucjaty jaką podejmują główni bohaterowie. Cała walka z „siłami mroku”, z demonami, potworami i innymi wynaturzeniami, miała doprowadzić do schwytania i zniszczenia Azazela, przez fanów serialu określanego jako arcynemezis. Kiedy w końcu dochodzi do finałowej konfrontacji pomiędzy „Żółtookim” a braćmi Winchester, zakończonej „ostatecznym upadkiem” demona, po chwili tryumfu zaczynamy odczuwać jakąś dziwną pustkę po tym wrednym, podłym i prawdziwie czarnym charakterze. Zaczynamy niemal tęsknić za tą postacią, mając świadomość, iż zastąpienie jej kimś równie „dobrym” będzie niesłychanie trudne. Czy trzeba lepszej rekomendacji dla „Żółtookiego” i głównego odtwórcy roli tego „zmiennokształtnego” demona – Fredrica Lehne?
Azazel, zwłaszcza w wykonaniu Fredrica Lehne, zyskał szerokie uznanie zarówno wśród fanów, jak i krytyków. Podkreślano jego demoniczne, czasem wręcz sadystyczne, poczucie humoru, a także wyraźną chęć krzywdzenia wszystkiego i wszystkich wokół oraz okrucieństwo emanujące z każdego, najdrobniejszego nawet gestu czy słowa. Fredric Lehne charakteryzuje swą postać w ten sposób:
Im więcej cierpienia przysparza ludziom, tym jest szczęśliwszy [...]
ma możliwość wpływania na nich i kształtowania według własnej woli co sprawia mu nieopisaną przyjemność. Największym wyzwaniem, a jednocześnie radością, dla „Żółtookiego”, jest oddziaływanie na tych, którzy posiadają tzw. dobre serce. Owa diaboliczność w postępowaniu oraz wyborze ofiar sprawia, iż odbiór tej postaci jest tak mocny, ale stanowi jednocześnie ostateczną przyczynę jego klęski. Tym razem, jak się okazuje, demon zadarł z niewłaściwymi braćmi.
John Milton - Adwokat Diabła(Emil "Galathar" Marcinkowski)
+
Nazywanie Johna Miltona z „Adwokata diabła” czarnym charakterem wydaje się dość ryzykowne. Z jednej strony mówimy o postaci z filmu niekojarzonego z fantastyką. Nie jest on tam również ukazany jako typowy antagonista. Na końcu nie czeka go kara, główny bohater, Kevin Lomax, nie walczy z nim, ba, nawet nie zdaje sobie sprawy z jego obecności. Z drugiej strony czyż szatan nie jest największym badassem wszechczasów? I czy w „Adwokacie diabła” nie ma elementów fantastyki?
Oba pytania są dyskusyjne, można znaleźć argumenty za i przeciw. Miltonowi warto się jednak przyjrzeć, choćby ze względu na kontrast, jaki powstaje przy porównaniu z większością diabłów w fantastyce. Nasz diabeł to najczęściej zło ujarzmione i strywializowane. Konwencja fantasy ukazuje go jako kogoś obdarzonego wszelkimi negatywnymi cechami, raczej bez pozytywów. Owszem, stanowi wielkie zagrożenie, ale jest możliwe jego fizyczne wyeliminowanie. W przeważającej części wypadków, fantastyczny diabeł to ucieleśnienie mitu, że zła można pozbyć się na stałe.
Z Miltonem jest inaczej. Jego wizerunek w „Adwokacie diabła” stanowi zaprzeczenie powyższego opisu. Milton nie ma rogów i ogona, ani nie zionie siarką. To zwykły facet, przeciętniak, choć o charakterystycznych, ostrych rysach twarzy i przenikliwym wzroku. Na cechy te zwracamy uwagę dopiero wtedy, gdy mu się przyjrzymy bliżej, ale wciąż nie budzi to w nas odrazy. Gdy nas mija, gdy do nas mówi, nie rozpoznajemy jego prawdziwego oblicza. Co więcej, jeśli już zawiążemy z nim znajomość, wydaje się miły, sympatyczny i uprzejmy, a przede wszystkim inteligentny. Owszem, bywa wulgarny i bezpruderyjny (seks oralny przy stole, w miejscu publicznym nie wprawia go w zakłopotanie). Czy to go jednak odróżnia od zwykłych ludzi? Milton jest jednym z nas.
Poza przyjacielskiego kumpla, jaką przybiera, sprzyja jego działaniom. Milton wzbudza zaufanie i ujmuje bezpośredniością i pewnością siebie. Pod jego stopami znajduje się cały świat i on o tym doskonale wie. Na dodatek wszędzie ma kontakty, o wszystkim wie... przed kimś takim czuje się respekt, a przynajmniej się go szanuje. Nie ma w nim zbyt wielu wad, a te które są można mu wybaczyć. Sami robimy to na co dzień wobec swoich przyjaciół, rodziny, czasem nawet nieznajomych. A do tego Milton to dobry kompan. Kiedy trzeba, doradzi, kiedy pojawia się problem, zaoferuje pomoc. Jest towarzyski i uwodzicielski. Jak tu go nie lubić?
Jednak Milton kryje w sobie cynicznego, nieustępliwego hazardzistę. Wykorzystuje każdą nadarzającą się okazję, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Czy oszukuje? Nie, on nie zniża się do tanich sztuczek. On idzie na całość. Zdarza się mu kłamać i robi to gładko, z wdziękiem. Prawda, jest podstępny i przebiegły, ale tłumaczy się, że on nikogo do niczego nie zmusza. Kusi, ale to człowiek decyduje, bo ma wolną wolę. W rzeczywistości manipuluje i prowokuje. Bawi się emocjami, żeruje na ludzkich wadach. Zachowuje się jak reżyser w teatrze, który pociąga za sznurki, ustawiając zza kulis aktorów na scenie. Łapie ich w pułapkę, testuje i przygląda się, czekając na efekt. Niecałe dziesięć lat po „Adwokacie diabła” mieliśmy do czynienia z podobną zagrywką w horrorze „Piła”. Jednak w przeciwieństwie do Jigsawa, Milton się nie mści. On pragnie i pożąda. Wielki buntownik, tak jak my, ma marzenie. I choć podchodzi do sprawy dość przedmiotowo – liczy się tylko on – to czy jednoznacznie zasługuje na potępienie?
Nie można nie docenić również tego, jak wielką cierpliwością diabeł dysponuje. Jego plany są długofalowe, trwają przez lata. W zasadzie jedyną wadą, która przeszkadza mu w osiągnięciu celu jest arogancja. Milton zbyt chętnie ryzykuje i nie przejmuje się porażkami, jednak nie umie przegrywać. Dzięki temu możemy się poczuć choć trochę bezpiecznie, pamiętając, że diabeł czyha na nas na każdym kroku, co podkreśla wyraźnie zakończenie filmu.
Postać Miltona nie byłaby tak wyrazista, gdyby nie znakomita gra aktorska Ala Pacino. Trudno wyobrazić sobie kogoś innego w tej roli. Doskonale uwypuklił on cechy, o których wyżej napisano. Jego zachrypnięty głos, mimika, gesty... wszystko to uwiarygodnia diabła i nadaje mu ludzkiej twarzy. Nie można przy tym zapomnieć, że również w fantastyce zdarzają się podobne podejścia do postaci tego upadłego anioła. Zdarzają się jednak dość rzadko, więc warto wrócić do „Adwokata diabła” i potraktować go jako odtrutkę od pulpowego i nieco ludycznego wizerunku szatana. Spotkanie z Miltonem to okazja, by spojrzeć diabłu prosto w oczy.
Bob - Twin Peaks(Piotr "Logan" Walenko)
+
Zapewne większość z nas pamięta doskonały serial Davida Lyncha, Twin Peaks. Można go nie znosić, można go kochać, ale kto choć raz obcował z tym pokracznym światem, stworzonym przez kultowego reżysera, z pewnością zapamiętał postać Boba. Agent FBI Dale Cooper (Kyle MacLachlan) przybył do małego amerykańskiego miasteczka, by rozwikłać zagadkową śmierć Laury Palmer, natomiast Bob to demon, przybysz z innego świata, który za wszelką cenę pragnie pokrzyżować plany młodego detektywa.
To dość prosta, wręcz banalna interpretacja Boba. Ten długowłosy, ubrany w jeansową koszulę mężczyzna, to personifikacja mrocznej natury człowieka, to zewnętrzna siła, która może opętać. Młoda Laura Palmer pisała w swoich pamiętnikach, że Bob zaczął przychodzić, kiedy była już w wieku 12 lat. Były to wizyty bardzo mroczne, pełne lęku i nienawiści. Później zaczęły przybierać formę seksualnego wykorzystywania. Bob gwałcił dziewczynkę, plugawił jej niewinność, wyzywał, straszył, groził śmiercią. W licznych wpisach nazywała go Szatanem. W ostatnich odcinkach serialu okazało się, że to Leland Palmer – ojciec dziewczyny, zamordował ją będąc opętanym przez demona. W rzeczywistości Leland był opętany od lat, a specyficzne, sprzyjające warunki pozwalały na coraz częstsze i bardziej śmiałe materializowanie się złego w świecie realnym. W ostatnim wpisie bohaterka umieściła zapis, że w końcu wie, kim jest Bob, że powie wszystkim oraz że bardzo boi się umierać. W końcu odkryła sataniczną naturę ojca, lecz niestety nie zdążyła tego ogłosić, następnego dnia znaleziono ją zawiniętą w foliowy worek nad brzegiem morza.
Beware Of Bob pisała Laura. BOB. Jedną z rzeczy, których się bała, był lęk przed staniem się złą jak on. Agent Cooper w ostatniej scenie Twin Peaks również zostaje pochłonięty przez tego demona, a jeżeli tak dobra i praworządna postać zostaje zbrukana, to absolutnie nikt nie może czuć się bezpiecznie. Z pozoru ciche i spokojne miasteczko pełne jest skrywanej, kipiącej żółci i gniewu – w takich warunkach zło może niemal swobodnie przenikać do naszych sfer, zachęcone naszymi niegodnymi uczynkami. Wtedy pojawia się Bob.
David Lynch stworzył tą koszmarną postać, by uświadomić nam naszą dualna naturę, że każdy gdzieś w głębi może okazać się monstrum, zdolnym nawet do najbardziej plugawych czynów. Motyw ten często pojawia się w twórczości reżysera, w najbardziej znanych dziełach jak „Zagubiona autostrada”, „Blue Velvet” czy „Mullholland Drive” widzimy jakąś tajemniczą, bezgranicznie złą postać, lecz to właśnie Bob zasługuje na miano tego najgorszego. Do dziś koszmary wielu osób mają wykrzywioną twarz mężczyzny w jeansowej koszuli.
A jakie są Wasze najgorsze filmowe koszmary? Zapraszamy do dyskusji!