Artykuły

Fantastyczne mało fantastyczne

Jesienią otwieraliśmy szampany i bardziej swojskie piwa, aby uczcić wielką ofensywę seriali fantasy i sci-fi, którą zafundowały nam stacje telewizyjne. Wiosną wydawało się już, że tendencja jest stała – fantastyka dominowała i wciąż dominuje wśród premier. To jednak tylko pozory, które mylą – zdecydowana większość nowych seriali nie doczeka się drugiego sezonu.

Po sukcesie takich seriali

++

jak "Gra o Tron", "Czysta krew", "Pamiętniki wampirów" czy "Dawno, dawno temu..." fantastyka jest na fali. Nie ma już chyba żadnej liczącej się amerykańskiej stacji telewizyjnej, która nie miałaby w swojej ramówce choć jednej produkcji choćby zahaczającej o konwencję. Do tej pory gwarantowały one sukces wyrażony w słupkach oglądalności. Te czasy się już jednak skończyły. Produkcje niczym gladiatorzy walczyły o uwagę widza, a kiedy bitewny pył opadł, stacje telewizyjne ogłosiły, których żywot dobiegł końca. Na placu boju zostały tylko... nie najlepsze, ale i nie najgorsze. Przyszłość należy więc (z niewielkimi wyjątkami) do średniaków.

Najgorszy los spotkał seriale sci-fi. Drugiego sezonu doczekają się tylko dwa z nich – "Agents of S.H.I.E.L.D." i "The 100". I o ile sukces AoS jest w pełni zasłużony, o tyle drugi z tych tytułów przetrwał

++

jedynie przez kontrast. Stacja The CW przygotowała w tym sezonie aż 3 seriale sci-fi dla młodzieży: "The Tommorow People", "Star-crossed" i "The 100". Dwa pierwsze odznaczyły tandetną historią i bardzo złym aktorstwem, ostatni więc, w swojej przeciętności, wydaje się być arcydziełem. Z tego punktu widzenia The CW dokonało słusznego wyboru – kontynuując jedynie produkcję, która rokuje chociaż jakieś nadzieje.

Niespecjalnie dziwi również zdjęcie z ramówki "Intelligence" – z całego serialu najlepszy był trailer go zapowiadający. Kolejne odcinki były natomiast kwintesencją mierności i niezdecydowania – twórcy nie mogli się zdecydować czy w tle ma się przewijać historia spinająca całość klamrą, czy każdy odcinek ma być samodzielną całością. I tak na początku irytował wątek żony głównego bohatera,

++

który twórcy niezbyt zgrabnie i, wydawać by się mogło, przedwcześnie zakończyli, a potem pozostała już tylko kompletna bezcelowość kolejnych odsłon. Zabrakło myśli przewodniej, czy choćby elementarnej koncepcji jak serial powinien zostać zrealizowany.

Bolesną stratą jest natomiast "Almost human". Kiedy pomyśli się, że serial produkował FOX – ta sama stacja, która wiele lat temu, po jednym sezonie skasowała również "Firefly", zdziwienie mija, a wkurzenie wzrasta. A temu wkurzeniu gorzkiego posmaku dodatkowo nadaje fakt, że FOX nigdy nie planował kontynuacji – świadczyć o tym może kolejność emisji odcinków, zupełnie przypadkowa i nijak niezwiązana z kolejnością zaplanowaną przez twórców serialu.

"Almost human"

++

był perełką w serialowym światku – rewelacyjnie zrealizowany, pokazujący wyjątkowo ciekawy świat (który chciałoby się poznać lepiej), z interesującą akcją, doskonale balansujący dramatyzm z humorem. Jego najsłabszym elementem było aktorstwo, które i tak, choćby w porównaniu do "Intelligence", było co najmniej dobre. W przeciwieństwie do "Intelligence" też, "Almost human" było bardzo dobrze przemyślanym serialem, żal tylko, że nigdy nie dowiemy się jaka koncepcja za nim stała. Żal też „Believe” – uroczej i bezpretensjonalnej historii dziewczynki obdarzonej niezwykłymi mocami.

Porażki „Almost human” i „Believe” są dość znamienne – mogą być pierwszym sygnałem nadchodzących w świecie seriali zmian. Przez kilka ostatnich lat produkcjom dobrym i przyzwoitym, nawet jeżeli nie zachwycały oglądalnością, dawano zazwyczaj szansę na sezon drugi, a niejednokrotnie kredyt zaufania sięgał i sezonu trzeciego. W tym roku jednak nie było litości –

++

bez znaczenia był fakt, że były to tytuły interesujące i rozwojowe. Nie pomogło też zaangażowanie w oba projekty J.J. Abramsa, a dodatkowo Alfonso Cuarona w „Believe”. Jeżeli podobny los spotka firmowany przez Sama Mendesa intrygujący „Penny Dreadful”, będzie można mówić wręcz o niemal kompletnej porażce jakości w stosunku do ilości (widzów). Honor wielkich reżyserskich nazwisk zdaje się ratować jedynie Robert Rodriguez, który sam sobie, we własnej stacji telewizyjnej, dał zielone światło do nakręcenie drugiego sezonu „Od zmierzchu do świtu”.

„Od zmierzchu do świtu” jest zresztą zgrabnym przykładem nowych, dopiero pojawiających się trendów w telewizji. Poza produkcją Rodrigueza, inspirowaną filmem pod tym samym tytułem, na mały ekran zawitały ostatnio również „Fargo” i „Dziecko Rosemary”. Konwergencja świata filmu i serialu widocznie pogłębia się i wszystko wskazuje, że zjawisko to będzie się nasilało. Remake’i filmowych klasyków są jednak tylko jednym z jego przejawów. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa prawdziwy kierunek rozwoju filmu i telewizji wyznaczył jednak Marvel swoimi „Agents of S.H.I.E.L.D.”. Nie sposób bowiem było oglądać serialu bez znajomości filmów, które w międzyczasie trafiały do kina, a nieoglądających serialu w kolejnym

++

filmie prawdopodobnie czeka niespodzianka, co do pochodzenia której będą musieli się nieźle nagłowić.

I takie właśnie będą seriale przyszłości – nieodłącznie powiązane z kinem, na dobre i na złe. Daje to wielkie możliwości, można lepiej pokazać bohaterów, bardziej się z nimi związać, rodzi jednak ryzyko, że zarówno serial, jak i film zostaną zmarginalizowane jako oddzielne gatunki sztuki. A wtedy utoniemy w komercji.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 29 cze 2017, 16:59 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka