Artykuły

Monika Kowalska i „Kino Konesera”

„Kino Konesera” w sieci kin Helios to cykliczne pokazy filmów ważnych i ciekawych, nagradzanych na międzynarodowych festiwalach. Filmów, o których chce się rozmawiać i rozmyślać, których część w nas zostaje. Po raz kolejny projekt zagościł na Kołobrzeskim Festiwalu Filmowym. Twarzą „Kina Konesera” jest Tomasz Raczek, który razem z Moniką Kowalską (koordynatorem projektu) spotyka się z widzami w całej Polsce i prowadzi dyskusje po projekcjach filmowych.

Tuż po pokazie brytyjskiego filmu „Locke” zapytałem Monikę Kowalską o znaczenie dyskusji po seansach filmów i tego, jak niektóre produkcje wpływają na naszą wyobraźnię.



++



Adrian Warwas: Nie będę zbyt oryginalny w pytaniach, więc zapytam wprost o początki pokazów „Kino Konesera”.
Monika Kowalska: Kino Helios postanowiło, że będziemy robić coś, co nie często zdarza się w multikinach, czyli pokazywać trochę inne, ambitniejsze filmy. Troszeczkę wiąże się to z Dyskusyjnymi Klubami Filmowymi. Akurat wywodzę się z DKF-ów, więc jest mi to bardzo bliskie. Rzeczywiście są takie filmy, które mają taką „specjalną pieczątkę” i pokazujemy je, by zainteresować widzów różnymi rzeczami. Z jednej strony mogą to być interesujące fabuły, z drugiej – mogą pochodzić z bardzo odległego kraju, którego kinematografii tak naprawdę nie znamy.

++

Czasami są interesujące ze względów formalnych, ponieważ są dziwnie lub zrobione w bardziej nowatorski sposób. Repertuar jest bardzo szeroki i naprawdę chcemy pokazywać różne filmy. Niemniej jednak chcemy też, żeby te produkcje miały pieczątkę „Kina Konesera” – to, co naprawdę warto zobaczyć. Przed „Kinem Konesera” odbywa się prelekcja, a więc podobnie do spotkań DKF-ów. Natomiast tuż po seansie, jeżeli widzowie chcą zostać, to mogą dyskutować wspólnie z nami. Bardzo do tego namawiamy, chociaż wbrew pozorom wcale nie jest to takie proste. Coraz mniej ze sobą rozmawiamy, wciąż nie potrafimy wydobyć z siebie emocji. A kino to jednak emocje…
A.W.: I dyskutować trzeba.

++

M.K.: Tak. Przy dyskusji tego typu potrzebne jest mówienie o swoich emocjach, więc tego próbujemy się nawzajem uczyć. I to próbujemy robić z naszymi widzami. Kilka lat temu było chyba łatwiej w Dyskusyjnych Klubach Filmowych. Dalej mamy potrzebę rozmawiania, ale w tej chwili troszeczkę się chyba obawiamy, jak zostaniemy odebrani. Jest to trudniejsze, ale robimy wszystko, żeby dyskutować o filmach. Zapraszamy do sieci kin Helios, bo tam właśnie jest między innymi „Kino Konesera”, czyli projekt, który ma już chyba swoją renomę, w końcu trwa to już kilka lat... Wcześniej pokazy odbywały się tylko w trzech kinach sieci. W pewnym momencie uznaliśmy, że można je robić we wszystkich placówkach i właściwie w każdym mieście, gdzie jest kino Helios.
A.W.: W zeszłym roku widzowie Kołobrzeskiego Festiwalu Filmowego „Sensacyjne Lato Filmów” oglądali film „Polowanie” („Jagten”, 2012) z Madsem Mikkelsenem, a w tym roku – „Locke” (2013) z fenomenalną – to trzeba podkreślić – rolą Toma Hardy'ego. Dlaczego wybór padł właśnie na obraz Stevena Knighta?
M.K.: Do Kołobrzegu przyjechaliśmy z „Kinem Konesera” po raz drugi. Chodziło nam o pokazanie naprawdę dobrej produkcji. Filmu, który jest niezwykle emocjonujący i wciągający. Za taki obraz uważam właśnie „Locke”. Jest to próba ukazania tego, jak bardzo niewielkimi środkami można zrobić naprawdę dobry film. W sensie technicznym, nawet amator może go zrobić – postawić kamerę w samochodzie…

++


A.W.: I dobrać jednego aktora...
M.K.: Wszystko dzieje się w tym aucie, w zamkniętej przestrzeni. Pod względem technicznym to nie jest bardzo skomplikowane. Natomiast świetnie napisany jest scenariusz i genialnie poprowadzony Tom Hardy. To wszystko tworzy takie kino, że siedzimy i wręcz nie możemy oderwać oczu, chociaż tak naprawdę dzieje się niewiele. Mamy przecież tylko jego rozmowy przez telefon, przemyślenia i momentami pewne przywidzenia.
A.W.: Przyznam, że kiedy pierwszy raz oglądałem ten film w dniu premiery, w koszalińskim kinie „Kryterium”, zastanawiałem się czy faktycznie zobaczymy ojca bohatera na miejscu pasażera, kiedy Hardy prowadzi ze sobą monolog. Czy oczami wyobraźni zobaczy właśnie jego? Mamy jednak jednego aktora. Tak jak nieraz to powtarzałem – to teatr jednego aktora. W ciągu ostatnich kilku lat widzowie mieli do czynienia z podobnymi

++

filmami, w których mamy niewielką (liczbowo) obsadę, a zarazem powstaje świetna produkcja, chociażby „Pojedynek” („Sleuth”, 2007) czy ostatnie dzieła Romana Polańskiego – „Rzeź” („Carnage”, 2011) i „Wenus w futrze” („La Venus a la fourrure”, 2013).
M.K.: A jeszcze nasz bohater jest tak jakby unieruchomiony w tym samochodzie. On cały czas prowadzi auto, w związku z tym, widz nie obserwuje kogoś, kto coś „robi”. Nawet gestykulacji jest zbyt niewiele, by tworzyć jakiekolwiek sytuacje. On po prostu siedzi, przypięty pasami i jedyne, co może robić, to grać mimiką i czasami rękami. I to jest genialne, że mimo to historia nas wciąga… Musimy radzić sobie z obrazami, których nie widzimy i które musimy stworzyć sobie sami.
A.W.: Dziękuję za wywiad, a czytelników zapraszam do śledzenia oficjalnego fanpage’a na Facebooku KinoKonesera.


Wywiad przeprowadził Adrian Warwas
fot. E. Warwas

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 17 gru 2017, 18:39 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka