Artykuły

Pieśni dalekich światów - felieton

Wedle anegdoty, pewien dziewiętnastowieczny pastor w rozmowie z niejakim Thomasem Alvą Edisonem stwierdził z całą stanowczością, że gdyby ludzie mieli latać, Bóg dałby im skrzydła. Doszło nawet do zakładu – duchowny przeciwko wynalazcy. Pech chciał, że ów pastor – wielebny Wright – dorobił się dwóch synów, Orville’a i Wilbura. Owi nicponie dali ludzkości skrzydła, których tak nie chciał ich ojciec.

Minęło kilkadziesiąt lat, podczas których prezent braci Wright (z pewnymi ulepszeniami) zaniósł nas daleko – bo aż poza niebiosa. Nasi rodzice z wypiekami na twarzach śledzili kroki dwóch kosmonautów na Srebrnym Globie. A niesiona siłą rozpędu ludzka wyobraźnia, jak to już z nią bywa, leciała dalej. Inne planety i gwiazdy zdawały się być na wyciągnięcie ręki. Tytuł najbardziej znanej książki Arthura C. Clarke’a – „Odyseja Kosmiczna 2001” – pokazuje, jak bliską perspektywą wydawał się lot ku innym światom.

Nie czas to i miejsce, by rozważać czy i co poszło „nie tak”. Ciężko spierać się, że wydarzenia poszły innym torem. Po Apollo 18 ludzkość nie wróciła na Księżyc. W miejsce kosmonautów na Marsa poleciała seria coraz bardziej zaawansowanych, ale jednak „tylko” robotów. W 2001 roku zamiast Discovery, ku Saturnowi zmierzała nieporównywalnie mniejsza Cassini. Zachwyt i fascynacja, z jakimi mój ojciec opowiadał o locie Gagarina albo o oglądanych na czarno-białym ekranie krokach Neila Armstronga opadły. Coraz częściej pytano „po co?”, „za co?”. Krótki spacerek po naszym kosmicznym podwórku dobiegł końca. Wróciliśmy na bezpieczny ganek, wypuszczając jedynie co jakiś czas pojedyncze latawce.

Ciężko oprzeć się wrażeniu, że jednak coś zaczyna się na nowo dziać. W ciągu ostatnich lat byliśmy świadkami bezprecedensowych wydarzeń – eskapady Curiosity na Marsie, pierwszego w dziejach lądowania na komecie (Rosetta-Philae), lada dzień Dawn dotrze do tajemniczej Ceres a New Horizons osiągnie okolice Plutona… No i wisienka na kosmicznym torcie – lot Oriona, zalążka naszego pierwszego prawdziwego statku międzyplanetarnego.

Co widoczne, wydarzenia te wychodzą poza zwyczajowe ramy poważnych periodyków i dysput naukowców. To, co kryje się ponad błękitem nieba zaczyna ponownie budzić zainteresowanie zwykłych ludzi. „Grawitacja” okazała się kasowym hitem, a „Interstellar” zdobył Oscara. Na rynku wydawniczym sukces odniósł „Marsjanin” Andy’ego Weira. Wydawałoby się niszowa gra „Kerbal Space Program” bije rekordy popularności na pecetowej platformie Steam, konkurując z wysokobudżetowymi superprodukcjami. Co symptomatyczne – te sukcesy przekładają się na kolejne produkcje. Może nie na dzieła podobnej skali – ale sam fakt ich powstania oznacza, że ziarno padło na podatny grunt.

Zjawiska kultury popularnej można wytłumaczyć modą – i nie wątpię, że ten swoisty owczy pęd gra tutaj pewną rolę. Można też argumentować, że filmy, książki i gry o tematyce kosmicznej powstawały przez cały czas, a obecny „trend” jest ni mniej, ni więcej, jak tylko pochodną efektu obserwatora. I gdyby rzecz szła tu tylko o kulturę popularną, ciężko byłoby się spierać. Ale gdy w parze z „modą” idzie rozwój faktycznych programów kosmicznych – trudno mówić o przypadkowej zbieżności.

O osiągnięciach NASA oraz jej europejskiego odpowiednika wspomniano już powyżej. Dodajmy do tego coraz ambitniejsze poczynania innych krajów – lecącą ku asteroidzie japońską Hayabusa 2, krążącego wokół Marsa indyjskiego Mangalyaan czy chińskiego Yutu, podążającego w ślady stareńkich Łunochodów. Rosjanie również nie zasypiają gruszek w popiele, chociaż ich ambitna misja na Fobosa skończyła się klapą. Pochód zamykają wreszcie firmy prywatne – SpaceX ze swoim kursującym na trasie Ziemia-Międzynarodowa Stacja Kosmiczna Dragonem czy Virgin Galactic, twórcy pionierskiego SpaceShipOne. Kosmos na nowo zaczyna być tłoczny – i sięga ku niemu coraz więcej rąk.

Dostępny na Vimeo i YouTube film „Wanderers” Erika Wernquista przedstawia wizje żywcem wyjęte ze starych, romantycznych dzieł SF. Komentują je słowa wielkiego entuzjasty eksploracji kosmosu, autora znakomitej „Błękitnej kropki” i współtwórcy lądowników Viking, Carla Sagana. Nie ma się co czarować – sterowce na Saturnie, marsjańska winda kosmiczna czy skoki z mroźnych skarp Trytona to pieśń dalekiej przyszłości. Ale sam fakt, że taki filmik powstał jest, mam nadzieję, odbiciem czegoś większego niż tylko fascynacji garstki ludzi. Zgodnie z padającymi weń słowami:

Maybe it’s a little early, maybe the time is not quite yet.
But those other words, promising untold opportunitues, beckon.
Silently, they orbit the Sun. Waiting.

KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 26 lut 2017, 04:18 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka