Artykuły

Dyskusja filmowa: Remaki - próba odświeżenia tytułu czy odcinanie kuponów?

Adrian Turzański: Remaki to plaga naszych czasów! Plaga tak okropna i irytująca zarazem, że słysząc o ponownym zekranizowaniu danego dzieła albo odświeżeniu kultowego obrazu (pod pretekstem „odświeżenia tytułu”) – człowieka nierzadko bierze na osławione torsje. I nie chodzi bynajmniej o adaptacje lektur czy książki, które miały swój przekład na szklany ekran, kiedy jeszcze po świecie stąpało parę dinozaurów. Najgorszymi remakami są te, które nie wnoszą zupełnie nic nowego, a próbują wyłącznie odciąć kupony dzięki sukcesowi oryginalnej odsłony. Są jednak wyjątki, jak choćby cykl o Batmanie, który wielokrotnie udowadniał, że owo uniwersum jest tak bogate i intrygujące, iż niemal każda nowa odsłona – nawet ta powtarzająca wątki już przedstawione – oferowała prawdziwemu koneserowi godną ucztę wrażeń, akcji, efektów i ciekawych bohaterów. Cieszące się popularnością filmy z Batmanem w roli głównej mogą jednak w przyszłości stać się dziełami z niższej półki, a to za sprawą pójścia DC w stronę konwencji obranej przez Marvela. Czyli zbyt szybkiego produkowania remake’ów bądź kontynuacji, kiedy poprzednia odsłona ledwo miała swoją premierę (patrz „Spiderman”, „Fantastyczna Czwórka”).

Krzysztof „Kasjusz” Otto: Ja na początek przytoczyłbym inżyniera Mamonia i jego starą prawdę dziejową: najbardziej lubimy te filmy, które już znamy i se/pre/sidequele są tego lepszą, rebooty gorszą, ale też jednak konieczną, stroną.

Antonina Wakuła: Zwłaszcza, gdy film ma już trochę lat na karku i nie ogląda się go tak fajnie jak kiedyś. Ostatnio modne jest odnawianie horrorów. „Koszmar z ulicy Wiązów” to chyba najlepszy przykład – stara wersja nie jest już straszna! Nowa, udana czy nie, lepiej sprawdza się pod tym względem.

Adrian Warwas: Krzysztof, nietrudno się nie zgodzić, że kolejny rok w kinach gościmy remaki, sequele, prequele czy rebooty (jeżeli chodzi o ten ostatni, to jednak zdarzały się pewne błyski w Hollywood).
Niestety, wciąż jesteśmy skazywani na produkcje, które nie wnoszą nic nowego.
Antonina – jeżeli chodzi o nowy „Koszmar z ulicy Wiązów” – dyskutowałbym, czy był straszny. Inne remaki czy rebooty horrorów niezbyt się udały. Pozwolę sobie przywołać „Piłę mechaniczną” i „Piątek trzynastego”.

Ewa Polak: Antonina – chyba właśnie remaki niewnoszące nic nowego są najgorsze. Szczególnie te, które miały nie kopiować swojego poprzednika, a właśnie to robią. Spójrz chociaż na „Star Treka”, który miał być niby alternatywną wersją wydarzeń, a jak się przypatrzyć szczegółom, to podobieństw (czy wręcz zrzynek!) jest mnóstwo (i to wcale nie w lepszym wydaniu…). A nie jest to przecież jedyny przykład.

Krzysztof Otto: Ostatni przykład – wkraczający niedługo do kin trzeci nowy „Spider-Man” pokazuje, że niektóre remaki robione są za szybko. O ile „Star Trek” mógł wnieść w cykl świeżość współczesnych efektów specjalnych, gdy stare części trącą już myszką – najgorsze są takie przedwczesne rebooty jak najnowsza „Fantastyczna Czwórka”.

Antonina Wakuła: Ewa – faktycznie, remaki nie służą wszystkim starym filmom. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego w tym roku powstała nowa wersja „Ducha” – stara nie była przecież zła! Poza tym, jeśli mowa o horrorach, dochodzi jeszcze kwestia adaptacji znanych azjatyckich filmów z tego gatunku na realia amerykańskie. „Ring”, „Dark Water” i inne. Czy to dobrze?

Adrian Turzański: To kwestia niezwykle sporna. Azjatyckie remaki w większości przypadków jednak starszą, a na przykład ciągnięcie cyklu „Paranormal Activity”, którego druga część wcale nie przerażała, to sztampowy przykład odcinania kuponów.

Adrian Warwas: Krzysztof – w przypadku „Fantastycznej Czwórki” wszyscy wiemy, że studiu kończyły się prawa do postaci, dlatego zrobiono film (w przeciwnym razie wszystko trafiłoby do Filmowego Domu Pomysłów). Fakt – obraz jest idealnym przykładem robienia filmu za szybko, kiedy widzowie mają w pamięci poprzedni film.
Antonina – tak, nowy „Duch” był zły. Podobnie, jak współczesna wersja „Carrie”.
Jeżeli chodzi o remaki filmów azjatyckich, to Amerykanie wygrywają wszystko. Bo Amerykanie kręcą remaki nawet… złych filmów z Azji.

Ewa Polak: W większości przypadków remaki nie mają zbyt wiele sensu i to jest tylko napad na kasę widza. Na szczęście powstają też powtórki staroci, które jednak trochę sensu mają. Przykład: „Zmierzch tytanów” vs „Starcie tytanów”. Kiedy ogląda się stary film – efekty już niejednokrotnie bawią. I „Starcie tytanów” miało szansę sam pomysł odświeżyć. To czy i jak to wyszło, to oczywiście kwestia sporna. Ale przynajmniej były jakiekolwiek podstawy do powtórki. I nie wyszło to najgorzej.

Krzysztof Otto: Można powiedzieć, że nowy „Mad Max” (choć jest kolejną częścią cyklu, nadal w reżyserii Millera) ma w sobie bardzo wiele z takiego reboota. Niby ten sam bohater, ale nowy aktor, niby ten sam świat, a jednak totalnie inny. I co najlepsze – jest to film przerastający (w moim odczuciu) wszystkie poprzednie!
I pod tym względem jest na pewno jednym z lepszym remaków jakie ostatnio powstały. Czy może było coś ciekawszego?

Antonina Wakuła: Adrian – amerykańskie wersje horrorów mają zupełnie inny klimat niż ich oryginalne, azjatyckie wersje (prawdopodobnie to właśnie dlatego przeciętny widz z Zachodu nie jest w stanie ich w pełni zrozumieć). Nie wiem, czy wygrywają na całej linii. Z pewnością nie szkodzą, ale jednak żal się robi, gdy w remaku nie pozostaje nic z oryginalnego klimatu, bo tego jednak oczekuje kinoman szykujący się na obejrzenie filmu w nowej wersji, nieważne czy mowa o horrorze, czy o jakimkolwiek innym obrazie.

Adrian Warwas: Ewa – w kwestii „Starcia tytanów” nie będę się wypowiadał, ponieważ wciąż pozostaje w mojej pamięci ceniony „Zmierzch tytanów”.
Krzysztof – tak, „Mad Max” był chyba jednym z kilku filmów, które wniosły powiew świeżości.
W nawiązaniu do przywołanego wcześniej „Paranormal Activity”, to ewidentne odcinanie kuponów. Kolejna część (z podtytułem „The Ghost Dimension”) ma być ostatnia. Obstawiam jednak, że zrobią... reboot cyklu!
Antonina – tak, brakuje tego klimatu. Niestety, wiele odniesień z kultury japońskiej nie zostanie przekazanych widzom amerykańskim, bo ich… nie zrozumieją. Idealnym przykładem filmu, który nie ma swojego remake'u jest tajwańskie „Dziedzictwo”, skupiające się od początku do końca na kulturze Azji. Nie da się tego zastąpić amerykańską wersją. I dzięki Bogu!

Krzysztof Otto: Antonina – poniekąd takie same rozmowy mogły się toczyć kilkadziesiąt lat temu, gdy do kin wchodziło „Siedmiu wspaniałych”, remake „Siedmiu samurajów”. Podobna opowieść, inny klimat, jedno i drugie ma swój sens istnienia.

Antonina Wakuła: Krzysztof – tutaj muszę się z Tobą zgodzić: jedno i drugie ma swój własny, niepowtarzalny urok. To miłe zaskoczenie, gdy remake nie do końca daje nam to, na co byliśmy przygotowani, ale okazuje się, że nowa wersja podoba nam się tak samo jak jej poprzedniczka. Niestety, nie działa to w przypadku wszystkich gatunków filmowych – horrory to bardzo specyficzna grupa i zmiana klimatu, który sprawia, że świetnie się je ogląda, często może im tylko zaszkodzić.

Adrian Warwas: Krzysztof – sięgając z samej czeluści historii kina, to nowa wersja „Napadu na ekspres” powstała… niecały rok po oryginale.
Antonina – w przypadku horrorów stara a nowa wersja mogą i nie muszą cieszyć. Przyznam, że jestem fanem starego dobrego „Halloween” Carpentera, jak i wersji Roba Zombiego. Podobnie, jak oryginału i remake’u „Muchy”.

Ewa Polak: Nawiązując po części do remake'ów horrorów np. japońskich – o ile jeszcze robienie remake'ów filmów azjatyckich ma sens, bo jednak nie wszystkie od razu trafiają na rynek amerykański czy europejski (abstrahując tutaj od kwestii utrzymania lub nie klimatu), o tyle kompletnym bezsensem jest dla mnie robienie przez Amerykanów (przede wszystkim przez nich) własnych wersji filmów czy seriali np. brytyjskich, które do nich również trafiają. Rzadko wychodzi im coś lepiej niż było w oryginale. A szczególnie niezrozumiałe staje się to w sytuacji, gdy oryginał wcale nie był superpopularny – patrząc chociażby na serial „Being Human”.

Antonina Wakuła: Ewa – zgadzam się. Przykład co prawda nie z dziedziny fantastyki, ale taki brytyjski „Zgon na pogrzebie” (skądinąd całkiem udany) wcale nie tak długo po premierze został na nowo nakręcony w USA. Tym razem w obsadzie nie zabrakło kolorytu etnicznego oraz innych wstawek, typowych dla poprawnych politycznie i nie tylko, amerykańskich warunków.

Ewa Polak: No w „Zgonie na pogrzebie” to nawet pokusili się o zostawienie jednego z aktorów – Petera Dinklage. Smutne, że amerykańska, gorsza wersja, jest aktualnie bardziej popularna od starej.

Adrian Warwas: Ewa – Amerykanie już tak po prostu mają. Pozazdrościli Brytyjczykom „Sherlocka”, więc chcieli nakręcić swoją wersję. Praw nie dostali i tym oto sposobem mamy „Elementary”.
Antonina – tak, zgadzam się, co do amerykańskiego „Zgonu na pogrzebie” – zrobiony poprawnie politycznie i obrzydliwy ze względu na swój prostacki humor.

Ewa Polak: Adrian – akurat „Elementary”, gdyby traktować jako twór odrębny, nie wyszło tak źle. Ale negatywnych przykładów jest więcej (głównie tych niefantastycznych) – chociażby „Broadchurch” i „Gracepoint”, gdzie być może twórcy myśleli, że pozostawienie aktora grającego głównego bohatera przyniesie im sukces. A powtarzają ten błąd niejednokrotnie. Chociaż z drugiej strony, co najmniej raz im to wyszło, tym razem przy remake'u filmu francuskiego „Goście, goście”.

Krzysztof Otto: Kwestia jakości remake’ów względem oryginału to jedno, co jednak, gdy takich wstecznych odwołań może być więcej? Przykładowo taki „Upiór w operze” doczekał się łącznie ok. 10 readaptacji tej samej historii.
Oryginalna wersja z 1925 roku to jeden z pierwszych filmów fantastycznych w historii, najnowsza zaś to rok 2004.
Takich przykładów jest zapewne więcej, ale w którym momencie kończy się sens ponownego ubierania historii w nowe stroje?

Antonina Wakuła: Podobnie jest w przypadku „Drakuli”, który miał chyba więcej szczęścia i trafił na takich reżyserów jak Coppola, Herzog i Murnau. Ich ekranizacje powieści Stokera to prawdziwe majstersztyki, każdy inny i każdy przepiękny pod względem artystycznym. Przy okazji – to ta sama powieść, ale opowiedziana na różne sposoby; takie remaki mają sens jak żadne inne.

Adrian Warwas: Ewa – pozostając jeszcze przy serialach, udanym remakiem, który – moim zdaniem – pobił oryginał, był „The Killing”.
Krzysztof – i zapewne za miesiąc, może dwa, dostaniemy informację o powstaniu nowej wersji, której premierę zaplanują za rok.
Odpowiadając na twoje pytanie o sens ubierania tego w nowe szaty – wydaje mi się, że to nigdy się nie skończy. Idealnymi przykładami są „Dracula” i „Frankenstein”. Ten drugi, autorstwa Mary Shelley, do dziś uważany jest za jedną z najwybitniejszych powieści romantycznych. Niestety, przez modę popkultury jest traktowany w liceum i na uczelniach jako persona non grata*.
Antonina – jeżeli chodzi o ostatnie historie o Draculi, czyli „Dracula: Historia nieznana”, i drugi film wg Dario Argento w 3D – nie zjednały sobie fanów.

Ewa Polak: Adrian – też wydaje mi się, że to się nie skończy. Dopóki ktokolwiek ogląda nowe wersje, a co za tym idzie – dopóki przynoszą zyski, to będą powstawać coraz to nowsze. Chociaż fani co niektórych historii/uniwersów będą się tylko łapać za głowę. Z drugiej strony – za 50 lat wnukom będziemy opowiadać o 5 z 60 remake'ów „Batmana”/„Supermana”/„Drakuli”. To dopiero będzie! A to, że tych kolejnych 50 remake'ów raczej nie będzie się umywać do wcześniejszych wersji (nie licząc kilku wyjątków, które pobiją swoje oryginały), to już całkiem inna historia.

Krzysztof Otto: Adrian – przez taką modę na łączenie klasyki z popkulturą powstają filmy pokroju „Ja, Frankenstein”, które dla widza „popcornowego” są całkowicie poprawne, jak również pozwalają się zastanowić, jakie koleje kulturowego rozwoju doprowadziły Potwora do walki, wespół w zespół z gargulcami, przeciw szatanowi.
I, nawiązując do słów Ewy, to wcale nie są ostatnie słowa srebrnego ekranu, bo przyszłe czasy mogą przynieść jeszcze większe kurioza.

Antonina Wakuła: Przez takie łączenie klasyki z nowoczesnym podejściem do tematu powstała również (albo została popełniona) ostatnia ekranizacja „Portretu Doriana Graya”. Z tym portretem jest trochę jak z remakami – ciągle się coś odnawia, wygładza, ale jaki jest efekt końcowy – sami wiemy.

Adrian Warwas: Ewa – za 50 lat to sami przeczytamy, że powstaje nowa filmowa wersja „Harry'ego Pottera”.
Krzysztof – gdzieś czytałem, że była to ekranizacja komiksu. Wystarczyło mi obejrzenie owej produkcji i już nie sięgnąłem po nic innego... Wolałem zapomnieć.
W kwestii pojedynków filmowych: przecież czeka nas „King Kong vs Godzilla”.
Antonina – ach, dziękuję Ci! Przypomniałaś mi o filmie „Portret Doriana Graya”, który tak bardzo zjechałem na prezentacji maturalnej. Dobre czasy.

Krzysztof Otto: Adrian – nowa wersja „Harry'ego Pottera” już jest w księgarniach (Rowling wprowadzała niby jakieś poprawki łagodzące historię dla młodszych czy coś podobnego), więc być może spełni się to szybkiej.
Co do „Godzilli” – podobno w przyszłości mają ją wspierać Jaegery z „Pacific Rim”, ale to już kwestia mariaży franszyz.

Antonina: Krzysztof – nowy film już powstaje!** O ile mam dobre informacje, ma powstać obraz opowiadający o świecie czarodziejów sprzed czasów Harry'ego – o losach autora jednego z magicznych podręczników, również wydanych przez Rowling.
Moim zdaniem remake jako taki to dobry pomysł, pod warunkiem, że uczciwie oferuje widzowi to, czego ten oczekiwał, ale z dodatkiem czegoś nowego, czyli uzasadnieniem powodu, dla którego w ogóle powstał. W przeciwnym razie raczej nie ma sensu.

Ewa Polak: Generalnie – remake to zło! Może nie sam w sobie, ale (niestety!) wykonanie bardzo często tak wychodzi. Na szczęście w ogromie bezsensownych powtórek da się jeszcze znaleźć perełki albo przynajmniej filmy całkiem niezłe. Ile jednak widz nerwów straci przy przekopywaniu się przez cały ten syf...



* persona non grata – (łac.) osoba niemile widziana, nietolerowana (przyp. red.)
** „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, reż. David Yates (przyp. red.)
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 17 gru 2017, 18:42 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka