Artykuły

Dyskusja filmowa: Superbohaterowie

Adrian Turzański: Motyw superbohatera w ostatnich latach, głównie z inicjatywy Marvela, zapisał się tak mocno w historii kinematografii, że znaczna część wielkich produkcji fantastycznych, a właściwie science fiction (nierzadko science fantasy), na przestrzeni minionych dziesięciu lat swoją fabułę opiera na perypetiach człowieka z nadnaturalnymi mocami. Mocami, które albo nabył w skutek wypadku toksyczno-chemiczno-mutagennego, albo został nimi obdarzony przez nadnaturalną istotę bądź zjawisko, albo owa moc została mu przekazana w puli genów. Co prawda, zdarzali się również bohaterowie, którzy paranormalnych zdolności nie posiadali, jak choćby Green Arrow czy Batman. Nadrabiali owe braki charyzmą i umiejętnościami, o jakich przeciętny śmiertelnik mógł wyłącznie pomarzyć. Ale co jest w superbohaterach takiego specjalnego, że choć ich popularność w branży komiksowej nieco ostygła, to zaczynają zdobywać kino? I to nie tylko zasługa Marvela czy DC, bo i pierwszy polski superbohater, którym (wbrew wielu przekonaniom) wcale nie jest komiksowy Biały Orzeł, lecz filmowy As, protagonista niezwykle ciepło przyjętej „Hydrozagadki”, odniósł sukces. Sukces na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku w Polsce doby socjalizmu, w czasach, kiedy telewizor był rzadkością. Zatem, czy kolejne produkcje z superbohaterami przyniosą coś nowego, czy raczej pozostaną skrzywionym odbiciem poprzednich, bądź powielającymi schemat widowiskami? I gdzie tkwi klucz ich popularności?

Paulina Szymborska-Karcz: Ludzkość od zawsze potrzebuje bohaterów. I od zawsze karmi się legendami o mitycznych herosach. To naturalna potrzeba społeczna. Dawniej opowiadano sobie historie, legendy, sagi, śpiewano pieśni o na poły mitycznych wojownikach, wsławiających się w bitwach, odznaczających wybitną odwagą. Czyniono z nich pomazańców, wybrańców bogów, nierzadko nadawano im w opowieściach nadludzkie zdolności. Współczesny świat jest inny. Dzisiejszy ustrój społeczny nie sprzyja pojawianiu się ludzi, o których można by tworzyć legendy. Żyjemy w świecie bez bohaterów. A jednak nadal tkwi w nas ta naturalna potrzeba. Ludzkość wciąż potrzebuje bohaterów. Dlatego nadal ich sobie tworzymy. Jako postacie fikcyjne. I karmimy się nimi poprzez popkulturę – jedną z największych sił i najbardziej sugestywnych form przekazu współczesnego świata. Moim zdaniem w tym właśnie tkwi fenomen kina superbohaterskiego (i ogólnie popkultury). Jest ono dla nas dokładnie tym samym, czym dla naszych przodków legendy, opowieści, sagi, pieśni bardów czy poezja skaldyczna. Zaspokaja naszą potrzebę posiadania bohaterów. Tworzymy więc bohaterów na miarę naszych czasów.

Michał Wasilewski: Zgodzę się ze stanowiskiem Pauliny. Jednakże, obecnie kino bohaterskie zmierza w kierunku popkulturowej masówki, czego symbolem jest „Ant-man”. Opowieść zniknęła na rzecz widowiskowości.

Mateusz Cholewa: Tak jak słusznie zauważyli moi przedmówcy, obecne kino masowe wypełnione jest po brzegi tytanami w lateksowych strojach. Warto jednak zaznaczyć, że źródło inspiracji zaczęło coraz bardziej wysychać. Kiedyś na ekranach kin pojawiały się głównie ikoniczne postacie, takie jak Batman, Superman czy też Spider-Man. Teraz po seriach sequeli i rebootów największe koncerny firmowe rozpoczęły ofensywę w kierunku nowych marek. W jednych przypadkach udaje się to znakomicie, mam na myśli „Strażników Galaktyki”, czyli markę praktycznie nieznaną (przepraszam wszystkich wiernych fanów, ale nad Wisłą Starkiller i ekipa byli wcześniej anonimowi), która zebrała fantastyczne noty. Po drugiej stronie mamy wspomnianego „Ant-mana”, który niczym kometa Halleya przyleciał i odleciał. Mocno powinniśmy trzymać również trzymać kciuki za „Suicide Squad”, który również może wnieść ogromny powiew świeżości.

P.S.: A może tutaj chodzi o coś zupełnie innego? Może wcale nie o brak inspiracji, spadek formy twórców czy przerost formy nad treścią? Może wciąż chodzi właśnie o potrzeby społeczne? One nieustannie ulegają zmianom. Szczególnie w ostatnich latach. Może to właśnie odbiorcy potrzebują czegoś nowego, innego? Może są już znudzeni w kółko tymi samymi ikonicznymi postaciami, konwencjami, formami? Dlatego twórcy, czasem trochę po omacku, szukają nowych rozwiązań, innych, oryginalnych.

M.W.: Mnie się „Ant-Man” bardzo podobał – nad wyraz sympatyczne kino dla całej rodziny. Jednak brakuje mi historii na modłę trylogii Mrocznego Rycerza, historii z głębią. Nie jestem zwolennikiem kinowych uniwersów, strasznie mi nie pasuje, że taki „Daredevil” od Netflixa dzieli świat ekranowy z „Avengers”. Sukces superbohaterów nie leży w połączonych dziesiątkach filmów, ale w historii, która się za nimi kryje i tym, co symbolizują, z czym się mierzą.

M.C.: Nawiązując do tego, o czym wspomniała Paulina, warto powiedzieć, jak ewoluował obraz kinowego superbohatera. To już nie jest nieskazitelny pomnik z marmuru, od którego odbijają się wszelkie skazy i zmazy. Taki ktoś przestał być dla odbiorcy wiarygodny. Nowy trend bohatera, z którym widz może się identyfikować, przestał być ostatnio znakiem towarowym należącym wyłącznie do Mrocznego Rycerza, którego od zawsze utożsamialiśmy z człowiekiem noszącym maskę w imię wyższego dobra. Nowoczesny superbohater nie jest nietykalny. Doznaje ran psychicznych, umierają jego bliscy, popada w nałogi. To właśnie podnoszenie się z kolan jest tym nowym trendem we współczesnych filmach o superbohaterach.

P.S.: Dokładnie tak, M.C.! Współczesny odbiorca potrzebuje bohatera bliższego jemu samemu, mniej pomnikowego, a bardziej ludzkiego. Dlatego wcale nie dziwi „Ant-Man” ze złodziejaszkiem o aparycji i osobowości chłopaka z sąsiedztwa ani wszystkie – różnie przyjmowane – wariacje na temat życia osobistego i uczuciowego Avengersów z „Czasu Ultrona”. To nadal odpowiadanie na potrzeby odbiorcy, na zmieniające się potrzeby społeczne.

M.W.: Niestety, jak zauważyła Paulina, uczłowieczanie bohaterów nie zawsze wychodzi na dobre, czego przykładem jest wspomniany „Czas Ultrona”. Reżyser chciał nadać swoim postaciom głębi, pokazać ich wewnętrze demony etc., czyli wszystko, co zauważył M.C. Jednak nie udało mu się osiągnąć pożądanego efektu. To, co miało być przejmujące i dramatyczne, wywoływało najwyżej pobłażliwy uśmiech. Nowi „Avengers” wzbudzili wręcz we mnie obawy, że filmy komiksowe pójdą w kierunku uniwersów zamkniętych na zwykłych widzów, jak np. saga „Zmierzch”, i tylko wtajemniczeni i ortodoksyjni fani będą potrafili je docenić…

M.C.: Nawiązując do słów Michała – pewnie jakaś część rynku pójdzie w stronę budowania zamkniętych uniwersów. Po prostu są one opłacalne z marketingowego punktu widzenia. Widz przywiązuje się do jakiejś marki, przez co jest bardziej stabilnym źródłem dochodu, niż przy jednorazowych produkcjach. W tym miejscu chciałbym rzucić hasło pod dyskusję: jakie filmy z chęcią obejrzelibyście na ekranach kin? Mnie na gorąco przyszła do głowy „Kobieta-Kot”. Z kilku powodów. Po pierwsze – film z Halle Berry w roli głównej był tak okropny, że aż szkoda wspominać. A przecież postać Seliny Kyle jest brakującym ogniwem w panteonie superbohaterów. Jej pojawienie się w filmie „Mroczny Rycerz powstaje” zelektryzowało część widzów. Potencjał na silną kobiecą postać jest ogromny. Tylko błagam, zaprojektujcie dla niej lepszy strój, niż ten, który nosiła Berry!

P.S.: Michał ma rację. „Czas Ultrona” nie był przykładem ciekawych rozwiązań fabularnych, a raczej nieudaną próbą uczłowieczenia bohaterów. Nie zgodzę się jednak z tezą, że przez to filmowe uniwersum Marvela stanie się strawne tylko dla ortodoksyjnych fanów. Ja jestem akurat dość zagorzałym fanem tego świata i oczekuję dobrze opowiedzianej historii, właśnie tej głębi, o której mówiłeś. I wciąż bardziej kręcą mnie ikoniczne postacie coś symbolizujące, potrafiące poruszyć. Natomiast od tzw. zwykłych widzów najczęściej słyszę zarzuty typu „przegadany film” albo „za mało efektów”, „za mało widowiskowo”. Widzę, że są nastawieni nie na historię, wzruszenia, refleksję, tylko na efekty specjalne, gagi i widowiskowość. Odpowiadając natomiast na pytanie Michała – tak, „Kobieta-Kot” to także jedna z moich pierwszych myśli. Chętnie zobaczyłabym również współczesną wersję „Daredevila”. Chociaż, mimo wpadek twórców, nie zraziłam się jeszcze do Avengersów czy X-Menów i chętnie będę śledzić dalsze próby rozwinięcia tych uniwersów.

M.W.: Odpowiadając na pytanie Michała – ja jestem skromnym człowiekiem, mnie do szczęścia wystarczy dobry „Batman”, ale chciałbym zobaczyć coś oderwanego od głównych nurtów. Ha, np. „Powrót Mrocznego Rycerza” ze starym Michaelem Keatonem byłby ciekawy albo pojawiający się co jakiś czas pomysł zekranizowania „Sinister Six”. Wyglądam również „Wolverina”. A tak, to nie mam większych preferencji, jeżeli chodzi o kino superbohaterskie. Z czasem doczekamy się zapewne nowego podejścia do „Hulka” i „Fantastic Four”. Super byłoby zobaczyć także trzeciego „Hellboy’a”.

M.C.: Ok, ponieważ zbliżamy się do końca, to chciałbym podrzucić jeszcze jeden wątek. A mianowicie kwestię: Polska a superherosi. Wspomniany przez Adriana we wstępie „Biały Orzeł” jest mi znany wyłącznie z opowiadań albo z oglądania okładki. I odnoszę wrażenie, że ten polski superbohater jest tak bardzo... amerykański. Pstrokate kolory, lateksowy kostium – to wszystko jest domeną nadludzi z kraju hamburgerów i coli. To nie jest coś z polską duszą. Lepiej w roli superbohatera spisuje się Geralt z Rivii, który wprawdzie nie jest herosem z założenia, lecz jednocześnie doskonale się wpasowuje w te ramy. Nadludzkie zdolności, balansowanie na granicy dobra i zła i ogólnie swojski i słowiański duch. Jeżeli gdzieś szukałbym polskiego superbohatera, to właśnie w białowłosym pogromcy potworów upatrywałbym wzoru do naśladowania.

P.S.: Poruszyłeś bardzo ciekawy temat, Michał. Szczerze mówiąc, nie potrafię wyobrazić sobie typowo polskiego bohatera wpasowującego się w nurt typowego kina superbohaterskiego. Dla mnie ono jest już tak do bólu zamerykanizowane, z ustaloną i mocno zakorzenioną konwencją, że chyba jednak powinno takie zostać. Typowo polskie klimaty zwyczajnie nie pasują mi do tej konwencji.

M.W.: W kwestii polskich superbohaterów nie mam nic do powiedzenia (spodobał mi się jedynie przykład „Wiedźmina”). Co sądzicie o wypowiedziach zapowiadających koniec popularności kina superbohaterskiego w ciągu 5-10 lat?

M.C.: Raczej ciężko mi to sobie wyobrazić. Ten interes jest zbyt opłacalny, by producenci przestali go doić. Na pewno dojdzie do jakiegoś rodzaju ewolucji, bo teraz mamy do czynienia właśnie z tego rodzaju zjawiskiem. Uniwersa Marvela i DC pełne są niewykorzystanych bohaterów. Wystarczy powiedzieć, że właściciele praw do ekranizacji bohaterów ze stajni DC Comics (przypomnijcie mi, bo niestety pamięć o tej godzinie już nie ta) mają swojego odpowiednika Avengersów, a mianowicie Ligę Sprawiedliwych. A ten temat został jeszcze kompletnie nietknięty w poważnej kinematografii (nie liczę tutaj filmów animowanych).

P.S.: Nie sądzę, by tak się stało. Tak jak powiedziałam na samym początku – ludzkość potrzebuje bohaterów, potrzebowała ich zawsze i zawsze będzie potrzebować, w tej czy innej formie. Z pewnością ta konwencja przejdzie jeszcze niejedną metamorfozę, ale nie wydaje mi się, by miała odejść w zapomnienie. Bo niby na rzecz czego? Jedynie innego rodzaju... superbohaterów. Może inaczej nazwanych, inaczej przedstawionych, inaczej zobrazowanych i przystających do innych, nowych realiów, ale nadal superbohaterów.

M.W.: Nie mam do powiedzenia nic więcej w temacie. Liczę, że przyszłe kino superbohaterskie będzie potrafiło widza zaskoczyć i wprowadzić powiew świeżości, jak zrobili to np. „Strażnicy Galaktyki”. Tak samo liczę na to, że nie będzie żadnego wyraźnego podziału na filmy DC i Marvela. Chodzi mi o ich tonację – kolorowymi i pełnymi gagów produkcjami Marvela można się znudzić, podobnie jak niepotrzebnie posępnymi i mrocznymi filmami ze stajni DC. Liczę na różnorodność stylów i wartościowe produkcje – żadnych zapchajdziur pokroju „Thora”, które „umilają” nam czas przed dużymi crossoverami.

A.T.: Kino z superbohaterami w roli głównej to kino wzięte, popularne, pełne magnetyzujących bohaterów oraz efektów specjalnych, które wciskają widza w fotel i nie puszczają do końca. Choć jednak wielkie studia zapowiadają całą masę nowych produkcji spod superznaku, to widać, że oceny krytyków i samych odbiorców nie są już tak entuzjastyczne, co jest niezwykle wyraźne w odniesieniu do pierwszej i drugiej części „Avengers”. Jest to jednak spowodowane świeżością, jaką wniosła pierwsza odsłona. Druga natomiast utrzymała poziom, lecz przedstawiła coś, co poniekąd już było. Mimo to, ludzie nigdy nie przestaną snuć opowieści – niezależnie w jakiej formie - o bohaterach. Skończyła się już tradycja oralna, choć w mitach i legendach zapisali się na wieki, potem przeszli na papier, teraz podbijają telewizję i kino. Gdy ukaże się nowe medium, a tak z pewnością będzie, choć trudno to sobie dzisiaj wyobrazić, to superbohaterowie podbiją także i je. Być może nie będą to już faceci i kobiety w obcisłych strojach i pelerynach. Za to na pewno będą ratować świat.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 27 mar 2017, 13:34 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka