Artykuły

Persowie z Karaibów – o filmowej adaptacji „Księcia Persji” słów kilka

„Książę Persji: Piaski Czasu” to film z 2010 roku inspirowany kultowymi grami ze stajni Ubisoftu. Wielbiciele serii wierzyli, że dzieło w reżyserii Mike'a Newella przełamie negatywny trend przeciętnych obrazów kinowych, opartych na motywach komputerowych produkcji. Niestety, dla wielu miłośników „Księcia” widowisko okazało się być tym samym, czym prequele „Gwiezdnych Wojen” dla zagorzałych fanów starej trylogii.

++

Pastwiono się nad wszystkim. A to nie podobało się, że główny bohater otrzymał imię Dastan (w grze protagonistę nazywano po prostu Księciem), reżyserowi zarzucano rasizm, spowodowany obsadzeniem w rolach głównych aktorów brytyjskiego i amerykańskiego pochodzenia (których obecność mocno kontrastowała z duchem Persji VI wieku), krytykowano potraktowanie po macoszemu fabuły pierwowzoru, nakręcenie obrazu dla dzieci itd.

„Piaski Czasu” wyprodukował do spółki z Disneyem Jerry Bruckheimer – film miał stanowić duchowego spadkobiercę „Piratów z Karaibów”, w owym czasie uważanych za kompletną trylogię. Na horyzoncie majaczyło także zbliżające się zakończenie cyklu o „Harrym Potterze”, nie wspominając już o długim okresie, który minął od premiery ostatniej części „Gwiezdnych Wojen”. Koncern Myszki Miki desperacko chciał stworzyć produkt, który wstrzeli się w powstałą niszę rynkową. Niestety, „Książę Persji” nie osiągnął imponujących wyników w box office. Przy budżecie rzędu 200 milionów dolarów zarobił na świecie około 336 milionów, przekreślając tym samym plany stworzenia ewentualnej kontynuacji. Co przesądziło o takim stanie rzeczy?

++

Trzeba zaznaczyć, że (mimo utyskiwań fanów) produkcja stała na naprawdę wysokim poziomie. Akcja trzymała tempo, „wybielona” obsada spisała się przyzwoicie (może z wyjątkiem Bena Kingsleya, sprawiającego wrażenie zagubionego w rzeczywistości), między duetem głównych bohaterów panowała chemia, efekty specjalne, scenografia i kostiumy wyglądały fenomenalnie a całość okraszono odpowiednią dawką humoru. Fabuła co prawda zawierała sporo nielogiczności i uproszczeń, ale nie odbiegały one od normy znanej z większości blockbusterów. Czy głównym targetem filmu naprawdę były wyłącznie małolaty? Cóż, niżej podpisany, również będący fanem gier, bawił się w kinie doskonale, a z chwilą wypuszczenia produkcji na DVD obejrzał ją ponownie, i to trzy razy z rzędu.

Premiera obrazu nastąpiła w niekorzystnym okresie. W kinach panował bum na filmy 3D, a „Książę” takim, niestety, nie był. Od miesięcy ekrany zalewał wysyp wysokobudżetowych widowisk, często konwertowanych na szybko do trójwymiaru, w reakcji na kasowy sukces „Avatara”. Można się pokusić o stwierdzenie, że widownia była przesycona efekciarskimi historiami, w większości operującymi podobnymi schematami i zagraniami. Produkcji nie pomogła także niesława dotycząca filmowych adaptacji gier i wspomniane zarzuty „wybielenia” obsady, które doprowadziły do bojkotu obrazu przez niektóre środowiska.

++

„Piaski Czasu” nie były w żadnym wypadku filmem wybitnym, ale stanowiły niezobowiązującą rozrywkę dla całej rodziny, pełną gagów, przygód, dynamicznych walk oraz fantastyki. Sam reżyser przyznał, że chciał stworzyć dzieło inspirowane grą i zachowujące jej ducha. Newell zdradził także, że zapoznał się z komputerowymi przygodami „Księcia”, niestety – rozgrywka nie szła mu za dobrze. Ortodoksyjni fani mogą teraz zakrzyknąć: „Aha! I tu leży pies pogrzebany!”, jednak szybko zamilkną, gdy dowiedzą się, że pierwszą wersję scenariusza filmowego „Księcia” przygotował autor oryginału i twórca całego uniwersum, Jordan Mechner. Zdawał sobie sprawę, że kino rządzi się swoimi prawami. Chciał, by film stanowił oddzielną całość, różną od gry, a jako inspirację dla swojej wizji wskazywał między innymi „Indianę Jonesa”. Niestety, fani są zazwyczaj przeciwni wszelkim zmianom i ingerencjom w treść dzieł bliskim ich sercu, przez co bajkowa historia księcia Dastana wywołała u wielu z nich potężny zgrzyt zębów.

Aktualnie „Książę Persji” jest bez wątpienia najlepszą filmową adaptacją gry. Udało mu się to dlatego, iż odważył się iść własną drogą, ocierającą się jedynie o motywy znane z gry. To sprawnie zrealizowany blockbuster, który (pod pretekstem wprowadzenia do kinematografii nowej marki) powielił schematy kina przygodowego i ubrał je w atrakcyjną formę. Obraz nie sprzedał się źle, ale zarobił o wiele za mało na to, by stać się zalążkiem większego kinowego uniwersum.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 27 mar 2017, 13:35 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka