„Fuck motherfuckers up” – recenzja wydania DVD szóstego sezonu „Gry o Tron”

Po roku czasu przebojowy serial HBO powrócił z nowym sezonem, pełnym cycków, smoków i zastępów nieumarłych. Szóstą serię „Gry o Tron” możemy teraz obejrzeć na domowym odtwarzaczu DVD.

Za siedmioma lasami, za siedmioma górami, tam gdzie trup się ściele gęsto

Jon Snow nie żyje (ale właściwie tak nie do końca), zgwałcona Sansa zrobiła salto z murów Winterfell, a Arya straciła wzrok. W takim oto momencie wracamy do ulubieńców widzów, czyli umęczonych przez „socjopatę” Georga R. R Martina, przedstawicieli rodu Stark. Jednakże druga strona barykady ma się niewiele lepiej. W Królewskiej Przystani coraz śmielej poczyna sobie Wielki Wróbel. Pełniący funkcję Najwyższego Septona, fanatyk oczyszcza stolicę z grzechu, więzi w lochach królewską rodzinę i zyskuje nieustannie rosnący poklask tłuszczy. Na „dobrą zmianę” zachodzącą w mieście, ze zgrzytem zębów patrzy Cersei Lannister, mająca prywatny zatarg z duchownym. Za morzem obserwujemy Daenerys Targaryen poznającą ponownie kulturę Dothraków, tym razem przez pryzmat jeńca-łupu wojennego. Na czas jej absencji, Tyrion Lannister, jako namiestnik Meereen, spędza czas na piciu wina i opowiadaniu anegdotek swoim przybocznym, natomiast daleko na północy, po nieobecności w poprzednim sezonie przypomina nam o sobie kaleki Brandon Stark, zgłębiający pod okiem Trójokiej Wrony (w tej roli Max Von Sydow - rycerz z „Siódmej Pieczęci”) moc telepatii i naginania czasoprzestrzeni. W międzyczasie, na arenę walki o Żelazny Tron, powracają Ludzie z Żelaznych Wysp, którzy pozostawali do tej pory w cieniu konfliktu. Zjednoczeni pod koroną nowego króla, wyspiarze mają potencjał, aby zachwiać równowagą sił w Siedmiu Królestwach.

Jeżeli martwicie się, że nie pamiętacie wydarzeń z poprzednich sezonów to przestańcie. Scenarzyści zadbali o przeciętnego widza, mogącego mieć problem z kojarzeniem imion bohaterów i nazw miejsc, w których toczy się akcja serialu, dosłownie ucinając, większość pobocznych wątków, nie służących rozwojowi fabuły (żegnaj Dorne).

++

Średnio w każdym odcinku umiera jedna bądź dwie postaci, znane z poprzednich serii. Podczas seansu, zaczyna towarzyszyć nam uczucie, iż telewizyjna adaptacja „Pieśni Lodu i Ognia” zaczyna powoli wchodzić w ostatni zakręt, przed dotarciem do kulminacji, którą poznamy za niecałe dwa lata (twórcy serialu zapowiadają jeszcze 13 odcinków, podzielonych na dwa krótsze sezony, zamykające opowieść). Wiąże się to z licznymi uproszczeniami i umownościami fabularnymi, których uświadczymy w omawianych odcinkach, kojarzących się bardziej z rozwiązaniami z amerykańskich blockbusterów, niźli wielowątkowym uniwersum wykreowanym przez George’a R.R Martina. Wiele z nich może wzbudzać irytację, bądź pobłażanie (np. rozwlekany niemiłosiernie wątek Aryi, szkolącej się w Bravos na zmiennokształtnego zabójcę, bazujący na utartych filmowych kliszach i prowadzący do naciąganej konkluzji). W jednej chwili akcja gna do przodu jak szalona, oglądamy epickie epizody, pełne armii nieumarłych, widowiskowych starć i cliffhangerów, by następnie zmierzyć się z nudą odcinków z rodzaju „zapchaj dziur” (przegadanych, powolnych). Dzieje się tak m.in. na początku drugiej połowy recenzowanego sezonu, która służy wyłącznie dozowaniu napięcia przed odcinkami finałowymi (z nawiązką rekompensującymi wcześniejsze osłabnięcie dramaturgii i przyprawiającymi o szybsze bicie serca).

Diabeł tkwi w szczegółach

Serial wydano w eleganckim pudełku, pod tekturową obwolutą kryje się trójwymiarowa okładka przedstawiająca wizerunki głównych bohaterów (obecnych jak i tych uśmierconych), osadzone w hali z podziemi Domu Czerni i Bieli, na odwrocie wypisano natomiast motto adeptów Boga O Wielu Twarzach - „I’m no one”. Wszystko to sprawia przyjemne dla oka wrażenie. Opakowanie zawiera 5 płyt DVD, na każdej znajdziemy po 2 odcinki serialu i zbiór dodatków specjalnych. Jeżeli chodzi o kwestie techniczne, serial możemy obejrzeć w oryginale w wersji z polskimi napisami albo lektorem w formacie Dolby Digital 2.0. Co ciekawe inne dostępne ścieżki dźwiękowe, włącznie z angielską są w formacie 5.1 (dla niewprawionego ucha różnica nie jest słyszalna, ale posiadacze kin domowych, mogą kręcić nosem). Zgrzytać zębami będą natomiast wszyscy, którzy zakupią DVD ze względu na dodatki specjalne. Te obejrzymy wyłącznie w oryginalne, z synchronizowanym tłumaczeniem angielskim albo włoskim.

Wspomnianych dodatków znajdziemy na płycie około dwóch godzin, wśród nich jest kilka obszernych materiałów, prezentujących widzowi produkcję HBO od filmowej kuchni. Na uwagę zasługują m.in.: dokument poświęcony

++

kulisom powstania, bodajże najbardziej widowiskowego odcinka z całej historii serialu pt. „Bitwa bękartów”, zapis z jednego dnia zdjęciowego w studiu filmowym (gdzie obserwujemy, jak różne ekipy pracują równocześnie na trzech planach, kręcąc całkowicie odmienne sceny) oraz film poświęcony pracy scenografów, tworzących makietę Vaes Dothrak, stolicy państwa wojowniczego, konnego ludu. W ostatnim materiale, zobaczymy roześmianą Emilię Clarke (aktorka wcielająca się w Daenerys), która opowiada o ewolucji swojej postaci - od bojącej się świata dziewuszki, do silnej królowej zdolnej (tu cytat, który zainspirował tytuł recenzji) „wyruchać matkojebców”. Filmoznawcy mający w przyszłości opracować, nowy rozdział feministycznej teorii filmowej niechaj zapamiętają to zdanie.

Dodatkowo, każdy odcinek możemy obejrzeć z komentarzem odpowiedzialnego zań reżysera i aktorów, którzy w nim występowali (również, nie zostały one przetłumaczone). W wydaniu znalazło się także miejsce dla scen usuniętych, niestety łącznie jest ich około 10 minut i nie prezentują niczego wartego większej uwagi.

„Co mówimy śmierci?”

Podsumowując, szósty sezon „Gry o Tron” zachowuje poziom względem poprzedników a niejednokrotnie podnosi im poprzeczkę. Mimo, że na początku recenzji, chcąc przykuć drodzy czytelnicy waszą uwagę, wspomniałem o cyckach, jako czołowym wyznaczniku omawianej produkcji, to trzeba zaznaczyć, że szósta seria hitu HBO jest zdecydowanie grzeczniejsza od wcześniejszych. „Gra o Tron” z przesiąkniętego erotyką, dramatu politycznego osadzonego w

++

fantastycznym świecie, pełnoprawnie przeistoczyła się w epicką opowieść fantasy dla dorosłych, pełną magii, krwi i potworów. Widać zainwestowane w produkcję pieniądze, smoki Daenerys w końcu prezentują się w pełnej krasie, bitwa z przedostatniego odcinka może przyprawić o rumieńce zazdrości ostatniego „Hobbita”, a poziom realizacyjny całości, w niczym nie ustępuje wysokobudżetowym przebojom z fabryki snów. Bohaterowie cechują się wysokim realizmem psychologicznym, zanikła różnica pomiędzy protagonistami i antagonistami. Uniwersum „Pieśni lodu i ognia” to brutalne, pełne szarości miejsce, w którym każdy stara się przetrwać i walczyć o swoich bliskich, wszystkimi dostępnymi środkami. Co najważniejsze, po kilku latach produkowania serii, śledzenie zmagań bohaterów opowieści wciąż angażuje i potrafi zaskoczyć widza w momentach najwyższego napięcia.

Pomijając wartość merytoryczną serialu, wydanie DVD mocno kuleje. W dobie, gdy mamy dostęp do portali streamingowych pokroju HBO GO, VOD-ów itp., które oferują „Grę o Tron” w jakości HD, a także naporu silnego, nielegalnego rynku, w geście dystrybutora powinno leżeć zachęcenie do zakupu serialu na płycie. Jednakże wydawanie ciężkich pieniędzy na film, któremu brakuje podstawowego tłumaczenia, wydaje się dla mnie chybionym pomysłem. Nawet osoby płynnie posługujące się językiem angielskim, mogą mieć problem ze zrozumieniem technicznego, filmowego żargonu, którym posługują się twórcy serialu w materiałach zakulisowych. Brak napisów w dodatkach specjalnych oraz uboga jakość polskiej ścieżki dźwiękowej, odbiegają od współczesnych standardów, do których przyzwyczajeni są konsumenci. Należy postawić sobie pytanie, czy ważniejsza jest dla nas świecąca się okładka czy treść zapisana na nośnikach?

Ignorując te mankamenty, mamy do czynienia z kultowym serialem fantasy, skierowanym do wszystkich fanów gatunku oraz wielbicieli angażujących opowieści z pełnokrwistymi bohaterami w roli głównej. Oczywiście, krew, smoki i cycki nie trafią do wrażliwości artystycznej wszystkich odbiorców, ale na pewno zaintrygują sporą ich liczbę (a patrząc po wskaźnikach oglądalności produkcji HBO, czynią to bardzo skutecznie, bowiem co roku pada nowy rekord frekwencji przy odbiornikach TV).


Obrazek

Ocena recenzenta
3.75/5
Gra o Tron. Sezon 6 (2016)
Ocena użytkowników:
brak (0 głosów)
Tytuł: Gra o Tron. Sezon 6
Seria: Gra o Tron
Reżyser: Podeswa Jeremy , Sackheim Daniel
Obsada: Clarke Emilia , Dinklage Peter , Harington Kit , Headey Lena
Dystrybutor: Galapagos
Data premiery: 2016-11-16
Czas trwania (min.): 535 min.
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 17 gru 2017, 18:36 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka