Kraina nieskończonej fantazji – recenzja wydania DVD „Tarzan. Legenda”

David Yates zaszalał przy produkcji filmowej wersji „Harry’ego Pottera”, dzieląc miłośników ekranizacji na zwolenników oraz przeciwników, nieco lepiej poszło mu z najnowszym projektem z tego świata, „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”. Niemniej jednak wodze fantazji puścił również podczas prac nad dziełem „Tarzan. Legenda”.

Długo przyszło czekać na kolejną adaptację przygód jednego z najświetniejszych bohaterów wykreowanych przez Edgarda Rice’a Burroughsa, a że poprzednie produkcje z Tarzanem w roli głównej do najlepszych nie należały, obawiano się tego obrazu. Niesłusznie, bowiem film zaskakuje wielokrotnie – raz pozytywnie, raz negatywnie – i chociaż rozsądek podpowiada, że coś z utworem jest ewidentnie nie tak, ogląda się go całkiem przyjemnie. Tylko nie wiadomo, czy bardziej interesuje rozmach i kulturowe konteksty, czy poziom irracjonalności oraz łamania praw fizyki.

Nigdy nie spodziewałem się, że pierwotna historia o Tarzanie tak gładko prześliźnie się przez bariery fantastycznej konwencji i niemalże liźnie tematykę superbohaterską, a wystarczyło przedstawienie tytułowej sylwetki w obrazie Davida Yatesa, „Tarzan. Legenda”. Jednak wszystko zaczyna nabierać sensu, gdy film zostanie poddany analizie przez pryzmat twórczych doświadczeń reżysera, który najwyraźniej zbyt głęboko zakorzenił się w ekranizacjach prozy J.K. Rowling.

O nadczłowieczych predyspozycjach Tarzana rozwodził się już nawet Umberto Eco, nie wypada zatem wywracać tez

++

nestora, o tym, że w zestawieniu z przeciętnym człowiekiem protagonista wypada pod wieloma względami lepiej, zwłaszcza, że mimo długoletniego obcowania z dziczą, wciąż przejawia silne predyspozycje intelektualne oraz szybko się rozwija. W filmie natomiast nie dostajemy jego genezy i wyeksploatowanych do granic możliwości motywów z „Tarzana wśród małp”, lecz reżyser sięga po dalsze części cyklu Burroughsa. Dostajemy owoc socjalizacji oraz progresu kulturowego bohatera, ukazując tytułową postać jako obytego, potrafiącego samodzielnie a abstrakcyjnie myśleć angielskiego lorda, którego wciągnięto w intrygę, przez którą musiał wrócić do „rodzimych” stron.

I właśnie w nich, z zetknięciem z naturą, jako osobnik całkowicie pasywny wobec niej, zaczyna wykazywać cechy godne superbohaterów rodem z komiksowego światka – skakanie w głęboką przepaść, chwytanie się w jej trakcie – oczywiście po kilkudziesięciometrowym ślizgu – lian bez żadnych problemów, niezmordowany bieg przez pół Konga, władza niemalże nad każdym zwierzęciem (lwem, krokodylem, bawołem), wyjąwszy goryle, z którymi wychowywał się od dziecka, ponieważ… „znalazł sobie ludzką samicę”, być może nie wydają się niczym szczególnym, gdy spoglądamy na sylwetkę, acz początkowo mocno realistyczna otoczka zbyt szybko pękła, zaś trzymanie się faktów historycznych wypada dość blado, bohaterowie filmu nazbyt swobodnie łamią prawa fizyki i – jakby nie patrzeć – natury.

Jednak obraz został bardzo dobrze zmontowany, a reżyser wykorzystał jak najwięcej dynamicznych oraz widowiskowych scen, do tego dochodzą liczne tajemnice, które stopniowo wyjaśniają się z rozwojem fabuły, z kolei

++

malownicza sceneria jest miłym tłem dla opowiadanej historii. Szczególnie zaś intrygują w obrazie dwie postacie, Leon Roma (Christoph Waltz) oraz Chief Mbonga (Djimon Hounsou), lecz ten ostatni zawodzi w potyczce z Tarzanem, a cała sprawa z nim związana, stanowiąca zasadniczo trzon fabuły, wydaje się przez to bezcelowa. Niezbyt dużo dobrego można powiedzieć też o sylwetce George’a Washingtona Williamsa, granej przez Samuela L. Jacksona – nie cieszącego się ostatnio wybitnymi rolami – która to nachalnym humorem próbuje nadać obrazowi odrobinę komicznego wyrazu, co w efekcie nie wychodzi mu na zdrowie. Zupełnie przeźroczyste kreacje stworzyła para Tarzan (Alexander Skarsgård) oraz Jane (Margot Robbie), choć przewijające się w kąśliwych docinkach pozostałych charakterów: „ja Tarzan, ty Jane”, jest bodaj wykorzystanym w najtrafniejszych kontekstach motywem humorystycznym obrazu.

Nie zmienia to jednak faktu, że „Tarzana. Legendę” ogląda się raczej z przymrużeniem oka oraz dla rozrywki, płynącej z niedociągnięć oraz braku logiki i niestosowania się do praw fizyki. Na pewno dobrym posunięciem było pchnięcie intrygi utworu nieco w przyszłość bohatera, a nie wtórne wałkowanie tego samego tematu. Stanowiąca niejako kontynuacje wszystkich poprzednich obrazów z genezą protagonisty nie jest aż taka najgorsza, acz mogło być o wiele lepiej. Mimo wszystko jeden seans nie powinien nikomu zaszkodzić.


++




Ocena recenzenta
3.0/5
Tarzan: Legenda (2016)
The Legend of Tarzan
Ocena użytkowników:
3 (1 głos)
Rok produkcji: 2016
Kraj produkcji: USA, UK, KANADA
Czas trwania filmu: 105 min.
Wersja wydania: 1
Wersje językowe filmu: angielskie, węgierskie, tureckie, polska dubbing
Dźwięk wersji oryginalnej filmu: Dolby Digital 5.1
Napisy: słoweńskie, rumuńskie, angielskie, polskie, węgierskie, arabskie, tureckie, bułgarskie, chorwackie, hebrajskie
Wersja dla niesłyszących: angielski
Licencja: film do sprzedaży detalicznej bez licencji do wypożyczania
Dodatki:
Tarzan odrodzony: Odkryj nowe wcielenie Tarzana, skrojone na miarę naszej generacji; Gabon na srebrnym ekranie; Stop IVORY: powstrzymaj handel kością słoniową;
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 27 mar 2017, 13:31 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka