Hultaj jeden – recenzja wydania DVD „Łotr 1”

Kiedy zapowiedziano wielki powrót marki „Gwiezdnych Wojen” na ekrany kinowe, fani zostali uraczeni nie tylko zapowiedzią nowej trylogii, ale także przygotowano dla wszystkich coś ekstra. Disney zdecydował się na tzw. projekt „Gwiezdne Wojny – historie” - czyli serię spin off’ów. Na pierwszy ogień zapowiedziano „Rogue One”, historię o rebeliantach, którzy wykradli plany Gwiazdy Śmierci.

Galen Erso, genialny inżynier, współpracujący z Imperium, zaczął projektować najdoskonalszą broń masowej zagłady, Gwiazdę Śmierci. Z czasem jego wiara w ideały reprezentowane przez Lorda Sidiousa słabnie i decyduje się na ucieczkę wraz ze swoją rodziną w odległe rubieża Galaktyki. Tam znajduje go Orson Krennic (Ben Mendelsohn) – charyzmatyczny dowódca Imperium, sprawujący pieczę nad powstaniem superbroni. Przemocą zmusza Galena do kontynuowania prac, by szantażować inżyniera planuje także porwać jego rodzinę. Jyn, jego córce, udaję się uciec i trafia pod skrzydła Saw'a Gerrery (Forest Whitaker) – samozwańczego buntownika walczącego z Imperium poza sojuszem rebeliantów. Z czasem Jyn decyduje się na własną niezależną drogę życiową, nie angażując się do walki po żadnej ze stron. Czas mija, oddziały Rebelii zaczynają podejrzewać, że dykator z Courusant szykuje coś strasznego. Ich jedyną szansą jest tajna wiadomość w rękach Saw'a Gerrery, do którego najłatwiej dotrzeć przez wychowankę, Jyn. Dziewczyna zawsze unikająca zaangażowania, postawiona przed szansą spotkania ojca, decyduje się dołączyć do ruchu oporu.

Obrazek



„Gwiezdne Wojny – historie” miały być z projektem sporo różniącym się od filmów z głównego nurtu. Spostrzegawczy widzowie już na samym początku mogą zauważyć rozdźwięk pomiędzy „Łotrem 1” a choćby „Przebudzeniem Mocy”. Przede wszystkim nie ma słynnych, sunących w górę ekranu napisów, wprowadzających nas w fabułę. Niby detal, mały, nieistotny szczegół, ale jak wiele mówi nam o tym filmie – jakby już na samym początku reżyser, czyli Gareth Edwards, chciał powiedzieć: „Myśleliście, że o Gwiezdnych Wojnach wiedzieliście już wszystko – no to zaraz zobaczycie, że się myliliście”. „Łotr 1” już w zwiastunach wyglądał na opowieść bardziej dojrzałą i mroczniejszą – i bardzo dobrze, że klimat trailerów udało się także zachować w filmie. Kolorystyka jest stonowana, lokacje zdecydowanie ciemniejsze, wśród barw dominują raczej te zimne. Nawet, gdy akcja przenosi się na tropikalną planetę Scarif widz nie ma wrażenia, że jest to sceneria żywcem wyjęta z filmu o surferach, lecz raczej rodem z „Full Metal Jacket” czy innych produkcji opowiadających o wojnie w Wietnamie. Co ważne, rebelianci nie zostają tutaj pokazani jako strona jednoznacznie dobra. Już praktycznie na samym początku widzimy jak Cassian (Diego Luna), wierny członek ruchu oporu, zabija niewinnego informatora. Tym samym odbiorca dostaje jasny sygnał: „Spójrzcie, oni nie są tak niewinni jak wam się wydawało”. W końcu to jest wojna, a jak wiadomo ta nigdy się nie zmienia i zawsze znajdą się tacy, którzy będą dążyć do zwycięstwa za wszelką cenę – nawet za cenę moralnego upadku.

Porównania do kina wojennego pojawiają się w prawie każdej opinii dotyczącej „Łotra 1”. Nie mamy tutaj do czynienia z Jedi, nie ma przesadnego udziału kosmitów, czy też różnego rodzaju wyimaginowanych stworzeń. Jest to kino akcji nawiązujące do takich klasyków, jak „Szeregowiec Ryan”. Wiele jest akcji z udziałem ciężkiego sprzętu, blastery zarówno Imperium, jak i Rebelii od pewnego momentu nie milkną, widzimy w akcji okręty kosmiczne, ciężki sprzęt naziemny i zwinne myśliwce. Miłośnicy tego typu kina na pewno będą usatysfakcjonowani.

Obrazek



Miłośnicy kina fantasy wiedzą na pewno, jakie podejście do opowiadania historii preferuje Disney – widać to chociażby na podstawie adaptacji komiksów Marvela. Żadna produkcja, choćby nie wiadomo o jak ciężkim klimacie gatunkowym, nie może obejść się bez elementów komicznych. I choć raz wychodzi to lepiej, a raz gorzej, to należy otwarcie powiedzieć, że w „Łotrze 1” bardzo dobrze zaimplementowano sceny humorystyczne. Wszystko za sprawą droida K2SO, pod którego głos podkładał Alan Tudyk. Przerobiony robot Imperium nie jest po prostu kopalnią sucharów, ale potrafi rzucić naprawdę ironiczną uwagą, ocierającą się nawet o czarny humor, na przykład: Jyn i Cassian lecą statkiem kosmicznym, świadomi tego, że jeden błąd może skończyć się śmiercią w próżni, K2SO mówi, że może oni umrą, jednak jemu próżnia zupełnie nie przeszkadza. Nie mogło się też obejść bez nawiązań do reszty uniwersum Gwiezdnych Wojen. Dwóch stałych bywalców pewnej kantyny w Mos Eisley, dowódcy czerwonej i złotej eskadry X-wingów, czy wreszcie udział bardziej znanych postaci. Jak zwykle, takie uprzejme mrugnięcia okiem są jak najbardziej odbierane na plus.

Nawet najlepsze żarty, dobrze poprowadzona fabuła i świetnie zbudowany klimat nie dadzą filmowi tyle, co interesujące postacie. „Łotr 1” opiera się na dwóch personach – Jyn Erso i Orsona Krennica. Młoda buntowniczka jest główną bohaterką, osią wydarzeń – zdobywa sympatię widza swoim silnym charakterem, bo postawiona przed członkami ruchu oporu nie dołącza do nich z pieśnią na ustach i nie rusza na krucjatę przeciwko Imperium. Widz wyraźnie widzi jej silny i niezależny charakter, kiedy po latach spotyka się z Saw'em Gerrerą i wcale nie rzuca mu się na szyję, tylko wypomina jego błędy przeszłości. Oczywiście później następuje w Jyn swego rodzaju przemiana, całość poprowadzona jest w sposób naturalny i przekonywający. Postacią z przeciwnego bieguna jest wspomniany Orson Krennic – już sam widok jego białej peleryny na tle oficerów w szarych mundurach sprawia, że czujemy wobec niego swoisty respekt. W trakcie filmu widać wyraźnie, że projekt, jakim jest dla niego Gwiazda Śmierci, jest jego całym życiem i w jego mniemaniu szansą na awans w strukturach Imperium. Władczy ton głosu, zdolność do podejmowania drastycznych decyzji, niekiedy ironiczne uwagi. Jednak, co najlepsze, nie przedstawiono go jako bohatera mającą władzę absolutną. Uwydatnia się to szczególnie podczas jego tarć z Tarkinem. Ich wzajemne przepychanki słowne i próby wywierania nacisku są jednym z najlepszych elementów filmu, a już prawdziwą wisienką na torcie jest spotkanie Krennica z pewnym jegomościem w czarni.

Obrazek



„Łotr 1” nie jest oczywiście filmem idealnym. O ile brak napisów na samym początku należy potraktować jako założenia narracyjne, tak już chaos w pierwszych piętnastu minutach to ewidentnie wynik źle przygotowanego scenariusza. Reżyser chciał pokazać zbyt wiele zbyt szybko, trafiamy na pięć różnych planet, na których w większości dzieje się tylko jedna scena. Widzowi towarzyszy uczucie dezorientacji, znika dopiero w momencie, gdy fabuła ma nareszcie się o co zaczepić. Jeżeli chodzi o klimat kina wojennego to świetnie, że przedstawiono potęgę militarną Imperium w postaci różnego rodzaju sprzętu wojskowego, ala ta technologiczna przewaga niczemu nie służy, ponieważ szturmowcy padają niczym muchy. Scena, w której ślepiec pokonuję kijem oddział prawie dwudziestu żołnierzy sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, jakim cudem ta armia zdołała przejąć kontrolę nad Galaktyką. Zmarnowano także potencjał postaci, jaką był Saw Gerrera – przedstawiany jako bezwzględny przeciwnik Imperium za nic mający konsekwencję swoich działań. Postać ta dostała zdecydowanie za mało czasu na ekranie, co przełożyło się na zbyt płytkie potraktowanie jego poglądów, motywacji itd. Ostatnia rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę to CGI, a właściwie użycie technologii komputerowej do „odmłodzenia aktorów” lub „stworzeniach ich od podstaw”. Efekt w przypadku Tarkina nie jest jeszcze aż tak powalający, ale już w przypadku jednej postaci, pojawiającej się na końcu filmu, rezultat jest bardziej sztuczny, a przez to odrobinę komiczny.

„Łotr 1” to najlepszy film wojenny w sztafażu „Gwiezdnych Wojen”. Mroczniejszy klimat, naprawdę dobrze napisane postacie, ciekawe zwroty akcji i naprawdę porządnie nakręcone sceny batalistyczne. Szczerze polecam wszystkim fanom „Star Wars” i nie tylko. Już nie mogę się doczekać kolejnych części projektu „Historie”.




Obrazek
Ocena recenzenta
5.0/5
Łotr 1. Gwiezdne Wojny - historie (2016)
Rogue One: A Star Wars Story
Ocena użytkowników:
brak (0 głosów)
2 godz. 13 min.
reżyseria: Gareth Edwards
scenariusz: Chris Weitz, Tony Gilroy
gatunek: Przygodowy, Sci-Fi
produkcja: USA
premiera: 15 grudnia 2016 (Polska) 10 grudnia 2016 (świat)
boxoffice: $1 056 052 054
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 29 cze 2017, 16:42 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka