„Miłe złego początki” - recenzja wydania DVD „Wendeta”

Podczas trwania „Warsaw Comic Con” goszcząca tam Carice Van Houten (aktorka znana m.in.
z roli Mellisandre w „Grze o Tron”) zdradziła, że jest już zmęczona odgrywaniem mrocznych postaci w pretensjonalnych i pełnych powagi produkcjach, do których otrzymuje angaże. Po obejrzeniu westernu „Wendeta” holenderskiego reżysera Martina Koolhovena, gdzie artystka występuje w drugoplanowej roli, nie sposób nie zgodzić się z powyższym stwierdzeniem.


„Wendeta” skupia się na losach Liz (Dakota Fanning), niemej kobiety żyjącej wraz z rodziną na amerykańskiej prowincji w XIX wieku. Spokojne życie bohaterki zostaje zakłócone przybyciem do miasta nowego wielebnego (Guy Pearce), z którym protagonistka ma zatarg z przeszłości. Tajemniczemu pastorowi bliżej do ducha Starego Testamentu niż nauk Baranka, z sobie tylko znanych powodów zaczyna on osaczać Liz, określając ją mianem „czarciego pomiotu” i terroryzując jej bliskich. Liz postanawia bronić ukochanych osób przed krwiożerczym fanatykiem. Widz zostaje wciągnięty w śmiertelną rozgrywkę między postaciami, chcąc dociec przyczyn nienawistnej relacji łączącej bohaterów. Koncept wyjściowy jest interesujący, Koolhoven umiejętnie buduje aurę niepokoju i zaszczucia, wokół głównej intrygi, skutecznie myląc tropy wiodące do rozwiązania przyczyn negatywnego afektu między Wielebnym a Liz.

„Wendeta” została podzielona na rozdziały, ilustrujące różne okresy z życia głównej bohaterki. Wzorem thrillera „Memento” (również z Guyem Pearcem), historię opowiedziano w sposób achronologiczny (czyli od tyłu). Każdy z pomniejszych epizodów tworzących film, kończy się cliffhangerem, jednakże zamiast poznać odpowiedzi na nurtujące nas pytania w kolejnym segmencie, akcja przeskakuje w przeszłość. Reżyser systematycznie dostawia nowe cegiełki, poszerzające wątek relacji Liz i Wielebnego, jednakże nie chcąc zdradzać za dużo, umiejętnie przechodzi do wcześniejszych ustępów historii, naświetlając nam przekrój całego życia bohaterki. Dziewczynę poznajemy jako ciemiężone dziecko, a następnie młodą prostytutkę, starającą się przetrwać w niegościnnym świecie. Nierozerwalnie z jej losem związany był Wielebny, prześladujący ją od najmłodszych lat. Poszczególne etapy z historii protagonistki, zapoznają odbiorcę z bestialskim traktowaniem kobiet w XIX wieku, nie różniącym się często od sposobów obcowania z bydłem przeznaczonym na sprzedaż. Koolhoven wykreował opowieść o kobiecie niezłomnej, która mimo ogromnych przeciwności losu, nie waha się sięgnąć po ostatecznie środki w celu zapewnienia godziwego bytu sobie i bliskim.

Dodatkowym atutem działającym na korzyść opowiadanej fabuły, są ascetyczne zdjęcia autorstwa Rogiera Stoffersa oraz muzyka skomponowana przez Junkie XL, budujące klimat brutalnego i mrocznego świata dzikiego zachodu. „Wendecie” daleko do produkcji z cyklu „Winnetou”, kolorystykę utrzymano w ciemnych tonach, trup ściele się gęsto i w obrzydliwy sposób a poszanowanie dla godności człowieka nie istnieje. Rzeczywistość przedstawiona przez holenderskiego twórcę, portretuje Dziki Zachód jako niemoralną krainę nierządu, gdzie jedynymi respektowanymi prawami są te, które sami sobie ustanawiamy.

Niestety mimo powyższych, chwalebnych opinii, „Wendeta” rozczarowuje. Mniej więcej w połowie filmu, widz poznaje odpowiedzi na większość kłębiących się w nim pytań, które nie satysfakcjonują. Motywacja Wielebnego, który przez ponad dekadę ścigał Liz jest absurdalna. Portretowany jako niejednoznaczny fanatyk, Guy Pearce w finalnych fragmentach filmu przeistacza się w łopatologiczną wariację na temat Freddiego Krugera, dzierżącego krucyfiks i nóż myśliwski, zamiast kultowej rękawicy. Wykrzykując banały o Bożym gniewie, morduje zastępy postaci pobocznych znajdujących się w otoczeniu Liz. Koolhaven popada w groteskowość, rujnując ciekawego antagonistę rozwiązaniami fabularnymi godnymi z horrorów klasy B. Wielebny wielokrotnie pojawia się znienacka za plecami głównej bohaterki, szlachtuje kogo popadnie, zdając się być odpornym na broń i kule niczym Michael Myers z „Halloween”.

Wraz z rozwojem fabuły, reżyser rozwiewa aurę mroku i tajemnicy, którą usnuta była produkcja, przenosząc akcenty na sceny przemocy (mające w zamierzeniach pokazywać okrucieństwo ludzi kościoła i zepsutych mieszkańców dzikiego zachodu) oraz tworzenie topornej symboliki (udręczona kobieta kontra niegodziwy świat). Dużo dobrego nie można też powiedzieć o obsadzie aktorskiej. Na liście płac znalazło się miejsce dla nazwisk znanych z „Gry o Tron” (wspominana Carice von Houten oraz Kit Harrington), jednakże postaci, w które się wcielają służą wyłącznie zapełnieniu czasu ekranowego. Nawiązując do wspomnianych w pierwszym akapicie, słów pani Van Houten, warto nadmienić, że jej rola ogranicza się do bycia ofiarą Wielebnego, który biczuje ją i zakuwa w kaganiec, ponieważ ta odmówiła mu miłości w małżeńskim łożu. Wszyscy obsadzeni grają co najwyżej poprawnie, nie wychodząc przed szereg. Na uwagę zasługuje jedynie, przechodząca gruntowną przemianę Dakota Fanning. Młoda aktora przekonująco odmalowała ewolucję Liz: od zgnębionej nastolatki do zdeterminowanej matki walczącej o własną rodzinę.

Film pogrąża wiele karykaturalnych scen, np. samobójstwo jednej z drugoplanowych bohaterek w kościele. Podczas mszy odprawianej przez Wielebnego (którego wystąpienia można przyrównać do tyrad Adolfa Hitlera), do środka kaplicy spada ciało, powieszonej kobiety. Wielebny zaczyna krzyczeć o bluźnierstwie oraz pośmiertnej karze dla grzesznicy. Wszystko to odbywa się przy całkowicie zastygłych statystach, znajdujących się w świątyni, nie reagujących najmniejszym poruszeniem ani na zwisające pomiędzy nimi ciało ani na nawiedzonego Guya Pearce’a. Razi też sytuacja z innego segmentu, gdzie pastor, zachowujący się niczym pies gończy i kontrolujący każdy aspekt życia swoich domowników, nie dostrzega kowbojów, którzy zaszyli się na terenie jego posiadłości przez wiele tygodni.

Tego typu absurdów znajdziemy w produkcji dziesiątki. Koolhaven pracował rzekomo nad „Wendetą” ponad sześć lat, marząc o stworzeniu niejednoznacznego arcydzieła, obrazującego trudy z którymi musiały zmagać się kobiety w przeszłości. Niestety, w moim odczuciu efekt końcowy okazał się być wydmuszką. Zrobioną poprawnie pod względem realizacyjnym, jednakże toporną w treści i wymowie. Chęć dobitnego zobrazowania swoich przekonań, sprawiła, że Koolhaven stworzył dzieło groteskowe, na które patrzy się z pobłażaniem. Dobre wrażenie po przyzwoitej ,pierwszej połowie produkcji, zostało szybko zatarte prymitywnymi rozwiązaniami fabularnymi z dalszych rozdziałów. Nie pomogła nawet wyśmienita Dakota Fannig, portretująca heroiczną protagonistkę. „Wendetę” mogę polecić jedynie widzom patrzącym na świat w ciemnych barwach oraz szukających w kinematografii bezrefleksyjnie wyłożonych, górnolotnych idei. Postronni odbiorcy oglądają na własną odpowiedzialność.
Ocena recenzenta
2.0/5
Wendeta (2017)
Brimstone
Ocena użytkowników:
brak (0 głosów)
reżyseria: Martin Koolhoven
scenariusz: Martin Koolhoven
gatunek: Thriller
produkcja: Belgia, Francja, Holandia, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania
premiera: 3 września 2016 (świat)
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 17 paź 2017, 13:59 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka