Light at heart – recenzja „Spider-Man: Homecoming”

Trzecia filmowa adaptacja Spider-Mana w ciągu ostatniej dekady, tym razem osadzona w kinowym uniwersum Marvela, gdzie Pająkowi mentoruje sam Iron Man, a zagraża Birdman...Tfu! Chciałem napisać Volture. Czy kolejne podejście do historii Spideya to sposób na wyciągnięcie od fanów więcej pieniędzy, czy też może świeże spojrzenie na kultową postać?

Gdy w 2014 roku do kin trafił „Niesamowity Spider-Man 2” z Andrew Garfieldem w roli głównej, studio Sony posiadające prawa do ekranizacji przygód Petera Parkera, musiało przełknąć pigułkę goryczy. Wpływy z obrazu wyniosły ponad siedemset milionów dolarów, jednak uwzględniając szacowany na dwieście milionów budżet i drugie tyle pieniędzy, przeznaczonych na marketing, był to wynik rozczarowujący dla producentów. Zawiodła wielowątkowa

++

narracja i usilna chęć zbudowania wokół świata pajączka, filmowego uniwersum na modłę produkcji Marvela zarządzanych przez Disneya. Sytuacji nie polepszyły także mieszane recenzje wśród krytyków, mimo że film spodobał się sporej części widzów (w tym niżej podpisanemu). Chcąc oczyścić gęstą atmosferę panującą w studiu (niezadowalające zarobki drugiego „Amazing” zbiegły się w czasie ze aferą hakerską grupy „Guardians of Peace”, gdzie światło dzienne ujrzały, prywatne dokumenty szefów Sony, odsłaniając machlojki i nieumiejętną politykę finansową koncernu), Sony i Marvel Studios doszły w 2015 roku do porozumienia, na mocy którego postanowionego zrestartować cykl o Spider-Manie i włączyć herosa do kinowego świata Avengersów, dzieląc się przy tym zyskami z przyszłych produkcji o bohaterze. Efektem tego były: udany debiut postaci w „Captain Amercia: Civil War” oraz niedawne wejście na ekrany kin „Homecoming”. Czy najnowsza produkcja poświęcona popularnemu ścianołazowi była warta tylu prawnych zawieruszeń? Czy może jest wyłącznie kolejnym kuponem odcinanym od komiksowej franczyzy MCU?

„Spider-Man Homecoming” rozpoczyna się szybkim, skrótem wydarzeń z udziałem pająka w „Civil War”. Poprzez serię vlogów prowadzonych przez podekscytowanego Parkera, odkrywamy jak Spidey otrzymał swój kostium oraz jakie wrażenie wywarł na nim pierwszy kontakt z Avengersami (notabene, bohater walczył z samym Kapitanem Ameryką). Podniecony nastolatek deklaruje przed Tonym Starkiem gotowość do nowych super-bohaterskich misji, oraz chęć zapełnienia szeregów mścicieli w lateksie. Iron Man studzi zapał chłopaka, recytując standardową formułkę „odezwiemy się do ciebie, gdy przyjdzie pora” i radząc by Peter skupił się na działaniach w lokalnym obrębie dzielnicy Queens. Niestety, mijają miesiące, telefon ciągle milczy, a znudzonego szkolną rutyną chłopaka zaczyna ogarniać frustracja. Spider-Man pragnie sprawdzić się w roli superbohatera z prawdziwego zdarzenia, a gonienie za kieszonkowcami po ulicy mija się z jego aspiracjami. Niespodziewanie nastolatek wpada na trop szajki przestępców, handlujących bronią zbudowaną w oparciu o technologię przeciwników Avengersów. Pod przewodnictwem tajemniczego Volture, zorganizowana banda zbiera groźne pozostałości po walkach nadludzi, używając ich do własnych celów. Peter uważa, że rozbijając gang udowodni swoją wartość w oczach Iron Mana. Nie zdaje sobie jednak sprawy z niebezpieczeństwa, z jakim wiąże się to zadanie. Bohater musi znaleźć złoty środek, między zwyczajnym życiem a byciem bohaterem. Sytuacji nie poprawia tytułowy „Homecoming”, czyli zjazd absolwentów z liceum Parkera, na który protagonista chciałby zaprosić swoją sympatię.

Reżyser Jon Watts oszczędził nam ponownej genezy bohatera, licząc, ze obyci z popkulturą widzowie orientują się jak Spider-man nabył swoje moce (co ciekawe, słuchając dyskusji po seansie okazało się, że nie wszyscy odbiorcy są wyedukowani w tym temacie...), przenosząc akcenty na nastoletnie perypetie Petera. Co prawda w filmie

++

znajdziemy luźne aluzje do traumatycznych wydarzeń z przeszłości, rzutujących na jego obecną osobę, jednak to zbiór ogólników, które zostaną prawdopodobnie rozwinięte przez scenarzystów w kontynuacji? „Homecoming” stanowi udane połączenie młodzieżowego, lekkiego kina w stylu „The Breakfast Club” z gatunkiem superbohaterskim. To ciepła opowieść o chłopaku chcącym pogodzić szarą, szkolną rzeczywistość z życiem uczuciowym i heroicznymi ambicjami. Całość okraszono dużą dawką humoru, co ważniejsze, w przeciwieństwie do poprzednich odsłon filmowego uniwersum Marvela, żarty zdają się być świeże i niewymuszone a ironia zawsze trafia w punkt, nie stanowiąc zasłony dymnej dla reżysera niepotrafiącego zbudować sceny w poważniejszym tonie.

Tom Holland w tytułowej roli jest fenomenalny. Błyszczy i kradnie każdą scenę ze swoim udziałem. Spider-man w jego wydaniu, to nieśmiały i roztrzepany geek, ujmującym nieobyciem zarówno wśród rówieśników oraz w roli zamaskowanego mściciela. Wielu fanów i recenzentów skanduje, że to najlepszy Człowiek Pająk z dotychczasowych. Osobiście darzę dużą sympatią poprzednich odtwórców roli, jednak warto podkreślić, że Holland jest z rocznika 96 co czyni go najmłodszym z aktorów wcielających się w Spideya (zarówno Tobey Maguire jak i Andrew Garfield zbliżali się do trzydziestki, gdy otrzymali angaż).

Michel Keaton wcielający się w przeciwnika Spider-Mana, portretuje jeden z najlepszych czarnych charakterów z

++

dotychczasowych filmów MCEU. Nie jest to wyłącznie zasługa jego złowieszczej maniery ani upodabniającego go do sępa, mechanicznego kostiumu. Volture to facet doświadczony przez życie, posiadający przyziemną motywację, jaką jest chęć zrobienia na złość, aroganckim oligarchom pokroju Tonego Starka i zbicie majątku na lewo. Można porównać go do Waltera White’a z „Breaking Bad”, który kierując się rzekomym dobrem rodziny, zawędrował zbyt daleko w króliczą norę, przechodząc w rezultacie na przysłowiową ciemną stronę mocy. Daleko mu do absurdalnych pobudek typowych dla komiksowych antagonistów takich jak; pragnienie władania światem i zaginania czasoprzestrzeni do własnej woli, czyli naiwności, do których przyzwyczaiły nas ostatnie filmy z marvelowskiej serii.

Małych zgrzytów można doszukać się w obsadzie drugoplanowej. O ile Robert Donwey Jr. Sprawdza się znakomicie jako ironiczny mentor dla młodego herosa, to o takich postaciach jak ciotka May czy Liz – szkolna miłość Petera, nie można dużo powiedzieć. Pierwsza z pań stanowi obiekt westchnień dla większości mężczyzn w średnim wieku, zamieszkujących Queens, a druga pełni bliźniaczą funkcję tylko, że w szkole Parkera. Spidey śle dziewczynie cielące oczy niczym Wokulski do Łęckiej, a jedynym zadaniem niewiasty jest snucie się po ekranie w zwolnionym tempie. Większej chemii doświadczymy oglądając słowne utarczki Petera i jego pulchnego przyjaciela Neda. W porównaniu do kreacji Kirsten Dunst i Emmy Stone, wcielających się w ukochane Pająka w poprzednich filmach, Laura Harrier (aktorka odgrywająca Liz) mimo niewątpliwej atrakcyjności, wypada blado, jest to jednak wina ograniczeń scenariusza a nie samej aktorki. Co prawda, na trzecim planie przemyka bohaterka Michelle, cyniczna outsaiderka krążąca wokół Petera, jednak na rozwinięcie jej historii przyjdzie nam zapewne poczekać do premiery kontynuacji.

Na plus wypadają natomiast liczne smaczki, wpasowujące film w ramy MCU oraz umilające seans co bardziej zagorzałym fanom. Znajdziemy tutaj nawiązania do filmowych „Avengersów”, komiksowej serii „Ultimate Spider-Man” a także subtelne poruszenie wątków z czasów premiery „Iron Mana” z 2008 roku. Na uwagę zasługuje także stworzona przez Michaela Giachommo rytmiczna ścieżka dźwiękowa, której motyw przewodni skomponowano na bazie kultowej piosenki o Spider-Manie z animacji z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

Nie będę ukrywał, że „Spider-Man: Homecoming” kupił mnie w całości. Po seansie wychodziłem z kina z mimowolnym uśmiechem na twarzy. Mimo kilku ryzykownych posunięć, jakimi były subtelne zmiany w mitologii Petera Parkera, oraz prostej konstrukcji fabuły, Watts stworzył obraz zgrabny i sympatyczny. Poczynając od świetnie obsadzonych głównych ról i zarysowania perypetii współczesnych nastolatków, film ujmuje lekkością ducha. To kameralna historia ilustrująca tezę, że „z wielką mocą wiąże, się wielka odpowiedzialność”. Spider-Man Hollanda jest chłopakiem, który musi dopiero dojrzeć do wymarzonej roli herosa i przyjąć konsekwencje związane z jej pełnieniem.

„Spider-Man: Homecoming”, ląduje w moim prywatnym „top 3”, najlepszych filmów Marvel Cinematic Universe (gdzie na wcześniejszych pozycjach znajdują się obie części „Strażników Galaktyki”). Mówię to jako fan produkcji spod szyldu DC, idąc do kina nie miałem żadnych oczekiwań a bawiłem się lepiej niż na „Wonder Woman”. Po sztampowym i w moim odczuciu, robionym przy linijce „Doktorze Strange”, film stanowi pozytywne zaskoczenie i sympatyczny produkt z sercem, na którego seansie będzie się dobrze bawić cała rodzina. Jeżeli producentom uda się utrzymać pozytywnego ducha „Homecoming” w kontynuacji, nowy „Spider-Man” może być dla pokolenia wychowanego na pierwszych filmach MCU, tym samym co „Harry Potter” dla młodzieży z lat 90, dorastając wraz z odbiorcą.

Ps. Moją jedyną obawą jest Sony, węszące łatwe pieniądze i mogące zniszczyć potencjał przygód Pająka w zarodku, chcąc stworzyć własną serią filmów podczepionych pod MCU, poświęconą pobocznym postaciom z komiksów o „Spider-Manie”, czemu ostro sprzeciwia się prezes Marvel Studios, Kevin Feig.
Ocena recenzenta
5.0/5
Spider-Man: Homecoming (2017)
Spider-Man: Homecoming
Ocena użytkowników:
brak (0 głosów)
reżyseria: Jon Watts
scenariusz: John Francis DaleyJonathan GoldsteinJon WattsChristopher FordChris McKennaErik Sommers
gatunek: Akcja, Sci-Fi
produkcja: USA
premiera: 14 lipca 2017 (Polska) 28 czerwca 2017 (świat)
boxoffice: $633 568 177
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2017 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 22 sie 2017, 21:41 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka