Wszyscy będziecie się unosić – recenzja wydania Blu-ray „To”

Stephen King ma pecha do ekranizacji jego książek. Spośród licznych prób przeniesienia jego opowiadań, bądź powieści na srebrny ekran tylko kilka można zaliczyć do udanych. Spośród nich można wyróżnić takie gnioty jak chociażby „Komórka” z Edwardem Nortonem, czy „Dzieci kukurydzy” (każda część). Są też filmy kategorii średniej, jak chociażby „Mgła” czy Misery. Wreszcie te parę filmów: „Skazany na Shawshank”, „Lśnienie” to prawdziwe perełki światowej kinematografii. Pierwotną ekranizację „To” - jednej z najlepszych powieści „króla horroru” - należałoby umieścić gdzieś w kategorii średniej – niby uzyskała status kultowej, ale po wielu latach brzydko się zestarzała i jest właściwie nieoglądalna. W 2017 roku pojawił się remake tej produkcji, niosąc ze sobą wiele obaw. Do której z kategorii ostatecznie będzie można go przypisać?

Derry to małe, prowincjonalne miasteczko w Stanach Zjednoczonych. Wiecie – centrum miasta z posągiem ważnej postaci dla lokalnej społeczności, jednym kościołem, zbierającym wiernych co niedzielę – generalnie wszyscy się

++

znają i prawie o wszystkim wiedzą. Wydawałoby się, że w takiej spokojnej mieścinie można się głównie nudzić, a po osiągnięciu odpowiedniego wieku wyjechać, by zwiedzić wielki świat. Derry skrywa jednak swoje mroczne tajemnice. W żadnej innej miejscowości w stanie Maine nie dochodzi tak często do zaginięć, zwłaszcza ta statystyka dotyczy dzieci. Ale najgorsze przydarza się miasteczku co 27 lat. Wtedy właśnie budzi się uśpione w kanałach zło, uosabiane przez postać Pennywise Tańczącego Klauna – nieokreślonej demonicznej istoty, która na swój celownik wzięła małoletnich mieszkańców. Dorośli zdają się nie dostrzegać problemów toczących miasto – jasne, są dramaty rodzin, pojawiają się plakaty ze zdjęciami zaginionych, jednak tragedia trwa góra dwa tygodnie, po czym wszyscy zapominają, że cokolwiek się wydarzyło. Dlatego Do walki z pierwotnym złem stają dzieciaki, a konkretniej Banda Frajerów – Jąkający się Bill Denborough, przygruby Ben Hanscom, wyszczekany Richie Tozer, chorowity Eddie Kaspbrak, tchórzliwy Stanley Uris, czarnoskóra sierota Mike Hanlon i wreszcie jedyna dziewczyna w ekipie Beverly Marsh. Wszyscy oni stawią czoła niewypowiedzianemu złu, które jest potężniejsze, niż wszyscy sobie wyobrażają.

Oryginalne „To” z 1990 roku było raczej wierną adaptacją książki Kinga, głównie jeśli chodzi o przedstawienie fabuły zgodnie z książką. W papierowym oryginale główni bohaterowie są już dorośli i przybywają do Derry po wielu latach nieobecności. Ich dziecięce przygody są jedynie wspomnieniami. „To” w reżyserii Andresa Muschiettiego w całości osadzone jest w dzieciństwie Bandy Frajerów. Względem książki zmieniły się nieco ramy czasowe, bo zamiast lat 60. mamy 80. ale zabieg ten należy ocenić pozytywnie. Krytycy mogą powiedzieć, że podzielenie fimu na dwie części: jedną dziejącą się w latach młodości Billego Denborough i spółki i drugiego dziejącego się współcześnie, to zwykła próba dojenia kasy. Moim zdaniem jednak to było jedyne wyjście, aby móc sensownie poprowadzić fabułę. Gdyby spróbować jeszcze raz oddać wszystko, co King napisał , to wyszedłby ponad czterogodzinny film, który i tak nie zawarłby wszystkich wątków, za to niesamowicie wymęczył widza. A tak dostajemy naprawdę zgrabnie opowiedzianą, mimo wszystko nieco przydługą historię, wpisującą się w popularny nurt nostalgii. Trend rozpoczęty przez serial „Stranger Things” i film „Kung Fury” nadal jest na topie, nie dziwi więc fakt kultowych rowerów, czy chociażby ścieżki dźwiękowej (New Kids on the Block!).

Nostalgia – to słowo klucz, jeśli chodzi o ten film. Miłośnicy wszelkiego rodzaju „easter eggów” poczują się jak w domu. Na niektórych ujęciach można wyszukać nawiązania do tamtej epoki (mnie udało się zobaczyć chociażby informację o premierze filmu „Batman” z Michaelem Keatonem). Porównań ze wspomnianym już „Stranger Things” ciężko uniknąć, także jeśli chodzi o kwestię gatunkowę. Nominalnie „To” jest horrorem, jednak tak naprawdę bliżej mu do młodzieżowego kina przygody. Nie znaczy to oczywiście, że nie jest strasznie. Niejeden raz w trakcie seansu będziecie mieli ciarki na plecach, a do klaunów już nigdy więcej się nie zbliżycie. Jednak ciężko porównać „To” do chociażby „Obecności” czy „Sinister”. Tam, gdy fabuła wskakuje na karuzelę strachu to właściwie z niej nie schodzi. Widz z każdą upływającą sekundą walczy o życie i o to, aby nie dostać zawału. W przypadku dzieła Andresa Muschiettiego jest inaczej. Tutaj zamiast permanetnego poczucia zagrożenia mamy skoki. Raz jest wyjątkowo niepokojąco, raz bardzo strasznie, a za chwilę wszystko się uspokaja. Schemat ten się powtarza właściwie aż do samego końca. Dodatkowo występują elementy komediowe, które również rozluźniają widza i osłabiają napięcie. Nie przeszkadza to jednak w żaden sposób w czerpaniu radości z seansu, oraz z podziwiania gry aktorskiej.

„To” będzie przykładem na to, jak jedna rola może zmienić twoją pozycję w świecie kina. Chodzi oczywiście o Billego Skarsgarda, który postacią demonicznego Pennywise'a otworzył sobie bramy Hollywood. Próg miał ustawiony

++

naprawdę wysoko, bo rola Tima Curry'ego z oryginalnej ekranizacji przez wielu uznawana jest za kultową. Szwedzki aktor przed zagraniem najstraszniejszego klauna w historii właściwie nie zagrał żadnej większej roli. Osoby odpowiedzialne za casting wykonały jednak znakomitą robotę nie biorąc żadnej znanej twarzy, tylko skupiając się na zdolnościach aktorskich. Pennywise w wykonaniu Skarsgarda to prawdziwy majstersztyk. Jego mimika twarzy przeraża tak, że jeszcze długo po seansie będziecie mieć w pamięci ten charakterystyczny uśmiech. Gra głosem stoi na najwyższym poziomie, podobnie jak sposób poruszania się i balansowanie na granicy śmiechu i strachu. Inną znakomicie zagraną postacią jest Richie Tozer, wyszczekany małolat grany przez znanego skądinąd Finna Wolfharda, serialowego Mike'a ze „Stranger Things”. Finna ze spokojem można uznać za jednego z najlepiej zapowiadających się aktorów młodego pokolenia. Świetnie wpisuje się w kreacje dowcipnego i nieco wrednego Richiego, który zawsze stara się rozładować atmosferę jakimś dowcipem. Jest w tym wszystkim naturalny i szczery. Reszta aktorów nieco wtapia się w tło, dlatego, że ich postacią są też mniej wyraziste. Uznanie należy się Spohii Lillis za rolę Beverly Marsh, buntującej się przeciwko swojemu ojcu, stojącej u progu okresu dojrzewania. Z ciekawością obserwuje się jej balans między wyluzowaniem, strachem i wściekłością.

Najnowsze „To” można ze spokojem umieścić w kategorii ciężkiej, jeśli chodzi o ekranizację książek Stephena Kinga. Scenariuszowo jest więcej niż poprawnie, film nie straszy tylko i wyłącznie jumpscare'ami, ale także bardzo dobrze budowanym napięciem. Aktorsko momentami jest majstersztyk. Całość można by nieco skrócić, ale mimo wszystko ogląda się to (hehe) bardzo dobrze. Dajcie się porwać klaunowi mieszkającemu w kanałach i dołączcie do nas na dole, gdzie wszyscy się unosim.


++





Ocena recenzenta
5.0/5
To (2018)
It: Chapter One
Ocena użytkowników:
brak (0 głosów)
Wytwórnia: WB
Gatunek: horror
Reżyser: Andy Muschietti
Scenariusz: Chase Palmer, Cary Fukunaga, Gary Dauberman
Obsada: Bill Skarsgard, Jaeden Lieberher, Finn Wolfhard
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 17 lis 2018, 18:54 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka