Rock’n Roll z playbacku – recenzja wydania Blu-ray „Thor Ragnarok”

17 produkcja wchodząca w skład Marvel Cinematic Universe, rozpoczyna pochód po setki milionów dolarów wpływów, a zagraniczni krytycy okrzyknęli ją mianem „najśmielszego filmu komiksowego” ostatnich lat. Duża w tym zasługa dowcipnego ducha reżysera Taiki Waititi’ego, autora fenomenalnej komedii o wampirach „Co robimy w ukryciu”. Nowa odsłona „Thora” niewątpliwie jest obrazem przyjemnym w odbiorze, ale wszelkie zachwyty są przesadzone. To kolejny wybuchowy odcinek Marvelowskiej telenoweli, ze wszystkimi plusami
i minusami charakterystycznymi dla cyklu.


Galadriel gone bad

Po wydarzeniach z „Czasu Ultrona”, Thor przemierzał Dziewięć Światów szukając przyczyn dręczących go wizji, ukazujących upadek Asgardu. Bohater natrafia na przepowiednię dotyczącą Ragnaroku, wydarzenia tożsamego z końcem świata w mitologii nordyckiej. Na czas nieobecności herosa, podszywający się pod Odyna Loki, wprowadza w Asgardzie beztroskie rządy, stawiając pomniki i urządzając święta ku czci swojej faktycznej osoby (uznawanej za zmarłą). Odkrywszy farsę, Thor razem z bratem wyrusza na poszukiwania ojca, przeczuwając, że otaczającego go wydarzenia wpisują się w proroctwo dotyczące Ragnaroku. Groźbą zagłady nie przejmuje się natomiast grana przez Cate Blanchett, bogini śmierci Hela, kobieta o kąśliwym uśmiechu, zdradzona w przeszłości przez Wszechojca i pragnąca przejąć jego tron. Posiadająca potężne moce antagonistka ściera się z Thorem, w wyniku czego blond wiking traci swój młot i trafia na planetę Saakar, gdzie odbywają się zawody kosmicznych gladiatorów. Porwany przez Walkirię z problemem alkoholowym, mężczyzna ląduje na arenie, na której niespodziewanie spotyka Hulka, dzierżącego tytuł czempiona. Chcąc wydostać z więzienia i ocalić swój lud przed zagładą, bohater musi pokonać dawnego przyjaciela. W międzyczasie Hela urządza mieszkańcom Asgardu piekło…

„Jak zachwyca, kiedy nie zachwyca...”

Od pierwszych scen, widzimy wprowadzoną przez reżysera zmianę tonu opowieści, kontrastującą z poprzednimi częściami serii, utrzymanymi w mrocznym stylu. Tytułowy bohater w rytm piosenki Led Zepellin’ów, walczy przeciwko

++

legionowi demonów w spektakularnej sekwencji, przywodzącej klimatem na myśl „Strażników Galaktyki”. Podobny jest też sposób opowiadania historii. Waitii nie bawi się w zawiłości fabularne, w nowym „Thorze” wszystko jest tylko pretekstem do zabawy i rozwałki na ekranie. Warto zaznaczyć, że wątek tytułowego „Ragnaroku” przemyka na drugim jak nie trzecim planie filmu, ustępując miejsca niezobowiązującej akcji. Reżyser błyskawicznie uśmierca zastęp drugoplanowych postaci i zamyka wątki z wcześniejszych filmów (o Jane Foster, dotychczasowej miłości boga piorunów, wspomina się jednym zdaniem). Szybko przechodzimy do „crème de la crème” produkcji, na który składają się liczne gagi i wizualna orgia efektów specjalnych. Mimo licznych widowiskowych sekwencji, w przypadku tradycyjnego seansu 2D, komputerowe fajerwerki szybko przestają przykuwać uwagę. CGI wylewa się z ekranu i nie zawsze jest imponującej jakości. Hermetyczne i ozdobione neonami wnętrza Saakar również nie wyróżniają się niczym szczególnym. Nie przepadam za 3D, ale w miarę możliwości, poleciłbym obejrzenie tego typu produkcji w kinie Imax, gdzie zwykły blockbuster zmienia się w wizualne doświadczenie.

W obrazie zobaczymy sporo nowych twarzy, niestety większość postaci potraktowano schematyczne i

++

jednowymiarowo, co tyczy się także starej gwardii. Loki będący dotąd zakompleksionym intrygantem, przeistoczył się w śmieszka do bicia, z fryzurą rozwianą niczym u Tommy’ego Wiseau. Anthony Hopkins pojawia się na kilka minut i nawet przesadnie nie stara się udawać, że nie obchodzi go to co dzieje się na ekranie. Ot tam gdzie trzeba, jest śmieszny albo poważny. Najjaśniejszym punktem obsady okazuje się Jeff Goldblum, wcielający się w postać Arcymistrza, wokół którego zbudowano wiele żartów. Bohater to wyluzowany hedonista, sprawujący pieczę nad planetą Saakar, a w wolnych chwilach świecący oczami do Lokiego. Dodatkowym smaczkiem, jest występ aktorki Rachel House znanej z „Hunt for Wilderpeople”, poprzedniego filmu Waitiiego, która zdaje się powtarzać swoją rolę zimnej psychopatki na potrzeby „Ragnaroku”.

Szumnie zapowiadana Cate Blanchett nie tyle rozczarowuje, co jest ograniczona przez miałki scenariusz. Hela w wydaniu aktorki, to cyniczna i szydercza istota, uśmiechająca się złośliwie na sto różnych sposobów. Przez większą część filmu, siedzi jako uzurpator na tronie w Asgardzie planując inwazję na Dziewięć Światów. Okazjonalnie wykona kilka fikołków w scenach akcji. Blanchett musiała się świetnie bawić na planie, odreagowując liczne role dramatycznych, jednakże odnosi się wrażenie, że Hela to postać prosta jak konstrukcja cepa. Posiadająca co prawda, piorunujący demoniczny styl, ale żadnych innych ciekawszych atrybutów. To antagonistka będą zła dla samego faktu bycia złą, niestety bardziej w swej postawie irytuje niż przykuwa uwagę widza.

Film dzieli się na dwa wątki: poświęcony Thorowi chcącemu uciec z Saakar oraz Heli, wprowadzającej rządy silnej ręki w Asgardzie. Oba ze sobą bardzo kontrastują, zarówno w tonie jak i stylistyce. Mieszkańcu Asgardu w swoich płóciennych szatach wzbudzają pobłażanie w porównaniu do zimnej, acz stylowej i wzorowanej na latach 80-tych, rzeczywistości planety gladiatorów. Rozdźwięk widać także w sposobie prowadzenia historii. Jak już wspomniałem, Bogini Śmierci siedząca na tronie nie jest zbyt pasjonująca, za to awanturnicze perypetie Thora wzbudzą uśmiech na twarzy niejednego widza. Chris Hemsworth świetnie odnalazł się w luźniejszej konwencji filmu, dając popis talentu komediowego.

Tutaj właśnie kryje się mój największy problem z „Ragnarokiem”. Widowisko stara się być szaloną komedią z prawdziwego zdarzenia, ale niekoniecznie mu się to udaje. Mimo błyskotliwych dialogów czuć tutaj pewne

++

wymuszenie, typowe dla niektórych produkcji Marvela. Tam gdzie w „Spider-man: Homecoming” reżyser umiejętnie połączył humor z dojrzalszym wydźwiękiem, twórca „Thora” poległ z kretesem. Waititi nie tyle nie potrafi, co nie chce udźwignąć sceny w poważniejszym tonie. Gdy oglądamy śmierć bohaterów, albo jesteśmy świadkami zniszczenia i destrukcji na ekranie, sytuacja zawsze musi być skomentowana czerstwym żartem, rzadko pasującym do kontekstu. „Ragnarok” jest do szpiku przesiąknięty głupkowatym humorem, znanym z takich filmów jak„Lego Batman”, dla niektórych widzów będzie to wspaniała wiadomość, inni odbiorcy złapią się za głowę. Na seanse w którym uczestniczyłem, publiczność wydawała z siebie umiarkowane chichoty. Osobiście więcej radości dostarczyło mi wyłapywanie nawiązań do poprzednich filmów reżysera, niż dowcipy zawarte w jego najnowszym dziele. Na plus wypada natomiast, zwariowana, finalna walka w Asgardzie, ponownie okraszona piosenką Led Zepellinów, co buduje efekt pozytywnego absurdu.

Play it on repeat

Żeby ciągle nie marudzić, trzeba powiedzieć, że nowy „Thor” jest naprawdę przyjemnym blockbusterem, na którym niezobowiązujący czas w kinie spędzi cała rodzina. Styl wizualny produkcji, który mnie osobiście zraził, może przypaść do gustu wielu odbiorcom. Warto też wspomnieć o ścieżce dźwiękowej, przywodzącej na myśl syntetyczne brzmienia ze „Stranger Things”. Z filmu bije pozytywna energia, sugerująca, że obsada razem z reżyserem spędziła na planie wspaniały czas. Mimo tego, spod warstwy fajerwerków i mniej lub bardziej udanych gagów, przebija poczucie powtarzalności oraz zmęczenia materiału. Reklamowany jako rewolucja w franczyzie, nowy „Thor” pełni identyczną rolę co jego dwie poprzednie części. Ma w atrakcyjny sposób umilić widzom oczekiwanie na kolejną część „Avengersów” (do której malutkie nawiązanie znajdziemy w scenie po napisach „Ragnaroku”).

Wszystkie sprawdzone przez Marvela na przestrzeni lat schematy, znalazły swoje odbicie w „Thorze 3”. To przyzwoity film, w bezpieczny sposób oferujący to co w uniwersum najlepsze. Posiada identyczną strukturę co wcześniejsze pozycje studia, tylko zobrazowaną na modłę przebojowych „Strażników Galaktyki”. Jeżeli jeszcze nie znudziła wam się superbohaterska formuła proponowana przez franczyzę, albo dokucza wam jesienna chandra sięgnijcie po wydanie Blu-ray, oferujące wysoką jakość obrazów i kilka ciekawych dodatków (nie do zdobycia, gdzie indziej). Jednak osobiście się z seansem kolejnych produkcji od MCU wstrzymam. Co za dużo tego samego, to nie zdrowo.

++





Ocena recenzenta
3.75/5
Thor: Ragnarok (2018)
Thor: Ragnarok
Ocena użytkowników:
5 (1 głos)
Tytuł: Thor: Ragnarok
Reżyser: Waititi Taika
Obsada: Hemsworth Chris, Hiddleston Tom, Blanchett Cate
Producent: Walt Disney Studios Home Entertainment
Dystrybutor: Galapagos
Data premiery: 2018-03-14
Czas trwania (min.): 130 min.
Język oryginału: angielski
Lektor: tak
Lektor języki: angielski, czeski, włoski, hiszpański
Dubbing: tak
Napisy: polskie, czeskie, greckie, włoskie, portugalskie, hiszpańskie
KOMENTARZE (0) Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Zarejestruj się!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
  • Ostatnie artykuły

Copyright © 2004-2018 Bestiariusz.pl. Wszelkie prawa do treści, grafiki oraz zdjęć dostępnych na stronie są zastrzeżone na rzecz Bestiariusz.pl lub odpowiednio na rzecz podmiotów, których materiały są udostępnianie na podstawie współpracy z Bestiariusz.pl.

Teraz jest 23 paź 2018, 19:45 — Strefa czasowa: UTC + 1
Engine: NERV 4.0 BETA
Warunki użytkowaniaPolityka prywatnościUsuń ciasteczka